Kalendarz wyborczy a nowe porządki w SN [OPINIA]

Obserwując to, co dzieje się obecnie w SN, nie można nie dostrzec analogii do tego, co działo się przy okazji zmiany na stanowisku prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Tam również proces rozkładu rozpoczął się od likwidacji samorządności sędziowskiej.
Małgorzata KryszkiewiczDziennik Gazeta Prawna / Wojtek Gorski
15 czerwca 2020

Ostatnie wydarzenia w Sądzie Najwyższym pokazały, że zamiast polityki miłości i pokoju, o której tak pięknie i z zaangażowaniem mówi przy każdej okazji nowa I prezes SN Małgorzata Manowska, do sądu wkroczyła polityka przez wielkie „P”.

Zwołane na zeszły piątek Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN miało dyskutować przede wszystkim o tym, czy w trakcie majowych wyborów kandydatów na I prezesa SN wszystko odbyło się tak, jak powinno. Tak się jednak nie stało. Prezes Manowska zamknęła bowiem posiedzenie niemal natychmiast po stwierdzeniu, że nie ma wystarczającego kworum do podejmowania przez zgromadzenie uchwał. Ustawa o SN wymaga bowiem w tym celu obecności co najmniej 2/3 liczby sędziów z każdej z izb. Tak zwani starzy sędziowie próbowali jeszcze skłonić przewodniczącą do podjęcia jakiejkolwiek dyskusji oraz dowiedzieć się, jak to w ogóle możliwe, że kworum nie było, skoro członkowie zgromadzenia o posiedzeniu byli informowani z co najmniej dwutygodniowym wyprzedzeniem. Co istotne, absencja dotyczyła przede wszystkim tzw. nowych sędziów orzekających w Izbie Dyscyplinarnej i Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Tymczasem, co należy podkreślić, udział sędziego w zgromadzeniu ogólnym jest nie tylko jego prawem, ale także obowiązkiem. „Sam pamiętam, jak byłem ściągany do pracy w środku urlopu tylko z powodu zwołania zgromadzenia” – mówił w trakcie kuluarowych rozmów jeden z tzw. starych sędziów. Pojawiły się więc pytania o to, jakim cudem tzw. nowi sędziowie mogli udać się w piątek na urlop. I kto im tego urlopu udzielił. Nowa I prezes SN w niedawnym wywiadzie dla portalu Onet.pl, odnosząc się do zastałej w SN sytuacji, mówiła o odbieraniu „niektórym osobom niezasadnych przywilejów”. No a chyba wszyscy zgodzimy się co do tego, że otrzymanie urlopu w dniu, w którym ma się odbyć zaplanowane od ponad dwóch tygodni zgromadzenie ogólne, swego rodzaju przywilejem jest. Ufam więc, że to nie prezes Manowska na te urlopy wyraziła zgodę. Ba! Mam nadzieję, że nawet nie miała o nich pojęcia. W przeciwnym razie trzeba byłoby uznać, że jej czyny nie pokrywają się ze słowami. No chyba, że nowa I prezes SN nie rozwinęła w wywiadzie swojej myśli i de facto chodziło jej o to, że (niczym legendarny Robin Hood lub, jak kto woli, bardziej swojski Janosik) zamierza jednym odbierać tylko po to, aby innym dawać.

Pozostało 52% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.