Ustawa o petycjach, czyli jak stworzyć martwe prawo

Dawid Sześciło
dr Dawid SześciłoMedia
25 września 2015

Coś trzeba było z petycjami zrobić, bo wymaga tego konstytucja. Uchwalono więc przepisy, które w relacjach władzy z obywatelem zmienią niewiele, a przy okazji mogą pogłębić frustrację i wzajemny brak zaufania - pisze dr Dawid Sześciło.

Zacznijmy od drobniejszych zastrzeżeń. Ustawa o petycjach, która weszła w życie 6 września, najeżona jest niejasnościami i wątpliwościami interpretacyjnymi. Nie sposób na jej podstawie ustalić kręgu podmiotów i organów, do których petycja może być wnoszona. Ustawa wymienia organy władzy publicznej oraz organizacje lub instytucje społeczne wykonujące zadania zlecone z zakresu administracji publicznej. Pojęcie organów władzy publicznej jest jeszcze relatywnie precyzyjne, ale dziwi dlaczego prawo petycji nie zostało rozszerzone na podmioty administracji publicznej, które wykonują zadania publiczne, choć nie korzystają z instrumentów władczych. Przykład – publiczna szkoła czy szpital. Współczesne państwo wręcz w coraz mniejszym stopniu korzysta z klasycznych instrumentów władczych przy zaspokajaniu potrzeb obywateli. Dlaczego petycje mają mieć tak wąski zakres?

Pozostało 86% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.