Pani Katarzyna jechała ostatnio nadwiślanką z Warszawy w stronę Puław. Mniej więcej na wysokości ujścia Świdra zobaczyła dym i ogień. Jest tam duży obszar nieużytków, płonęły trawy. – Zwolniłam – opowiada czytelniczka – ogień obserwowało wielu ludzi, może byli wśród nich i strażacy, choć wozu nie dostrzegłam. Uznałam, że nic tu po mnie, odjechałam, wierząc, że wszystko jest pod kontrolą. Jednak poirytowana byłam do wieczora; wydawało mi się, że rozwiązaliśmy już raz na zawsze problem wypalania traw. A tu proszę – proceder rozwija się w najlepsze niemal na granicy stolicy – irytuje się kobieta
Skoro pani Katarzyna nie była pewna, czy ogień obserwują strażacy, może powinna zadzwonić na ogólnokrajowy numer alarmowy 112 i zgłosić pożar – to na pewno nie zaszkodzi. A co do przyzwolenia na wypalanie traw – to nie ma go w polskim prawie już od dawna, a jednak co roku problem pojawia się z wiosną. Płonące łąki i nieużytki to z jednej strony efekt celowego podpalania przez rolników, z drugiej – przypadkowych zaprószeń.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.