Jaka nauka z afery Piebiaka płynie na przyszłość? Sędziowie muszą trzymać się jak najdalej od polityków (obojętnie, z jakiej są partii i jakie hasła głoszą). Inaczej zawsze będą tylko pionkami w grze, której zasad nie rozumieją.
Od razu zaznaczę. Nie zamierzam ani relatywizować tego, co zrobił Łukasz Piebiak, ani tym bardziej użalać się nad losem, który go za to spotkał. To dobrze, że niemal natychmiast po tym, jak wyciekły materiały mające świadczyć o tym, że koordynował akcję internetowego hejtu wymierzonego w swoich oponentów, stracił stołek w resorcie sprawiedliwości. Prawda jednak jest taka, że za tą decyzją ministra sprawiedliwości zapewne stała przemyślana strategia obliczona na to, żeby zrzucić winę nie tylko z samego siebie, ale z całego obozu rządzącego. A Piebiak idealnie nadawał się na kozła ofiarnego. Zbigniew Ziobro poświęcił go bez mrugnięcia okiem, bez jakiekolwiek próby obrony, wreszcie zanim jeszcze w jakikolwiek sposób zweryfikowano wiarygodność materiałów opublikowanych przez Onet.pl. Czy gdyby sprawa dotyczyła nie sędziego, ale polityka z tej samej co minister sprawiedliwości partii, sytuacja wyglądałaby tak samo? Mielibyśmy natychmiastową dymisję, a Zbigniew Ziobro grzmiałby, że nie będzie takich zachowań tolerował w swoim otoczeniu? Intuicja oraz wnioski z obserwacji naszej sceny politycznej podpowiadają mi, że nie.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.