Minister chce roztoczyć kuratelę nad sądami. To błąd twierdzą eksperci

prawo, sąd
Zgodnie z projektem minister – w przeciwieństwie do wszystkich innych chcących uzyskać status interwenienta ubocznego – nie będzie musiał wykazać interesu prawnego, aby przystąpić do sprawyShutterStock
2 września 2015

Wadliwy zarówno pod względem aksjologicznym, jak i konstrukcyjnym – taki zdaniem I prezes Sądu Najwyższego jest ostatni projekt nowelizujący prawo o ustroju sądów powszechnych.

Chodzi o inicjatywę poselską, która ma doprowadzić do tego, że minister sprawiedliwości z mocy prawa będzie miał status interwenienta ubocznego w sprawach o wynagrodzenia w sądach. Dotyczyłoby to sporów wszczynanych przez sędziów, ich asystentów, referendarzy czy dyrektorów sądów. Tymczasem, jak wskazuje w opinii do projektu prof. Małgorzata Gersdorf, minister sprawiedliwości nie ma żadnego interesu prawnego w tego typu sprawach, a zwłaszcza w tych dotyczących warunków pracy sędziów. Jak bowiem podkreśla I prezes SN, szef resortu nie powołuje sędziego, nie wyznacza mu stanowiska służbowego, nie określa warunków, na jakich jest on wynagradzany. „Względy prawnofinansowe nie odgrywają tutaj żadnej roli, gdyż pozwanym o wynagrodzenie (tak samo zresztą, jak w każdej innej sprawie z zakresu prawa pracy) jest w świetle zasad kodeksu pracy wyłącznie pracodawca” – podkreśla prof. Gersdorf. Dodaje, że proponowane rozwiązanie nie jest znane systemowi prawnemu.

Pozostało 70% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.