Jest pierwsza ofiara zamkniętego szlabanu na wjeździe na autostradę. Nie, nie mam na myśli uczestników wypadku, których autostradą wiozła karetka (mam nadzieję, że dochodzą do zdrowia). Myślę o pracowniku, który miał nieszczęście pracować w punkcie pobierania opłat, pod który podjechały pojazdy ratunkowe.
Sam minister infrastruktury tryumfalnie w mediach ogłosił, że pracownik już został zwolniony. Wcześniej przez kilka dni szefostwo spółki Kapsch odpowiadającej za obsługę kierowców na jazdach deklarowało, że wszystko było w porządku i że wystarczyło tylko nacisnąć guzik, by droga była wolna.
Musiało się jednak okazać, że ktoś musi za to odpowiedzieć. Szkoda, że nie był to automatyczny punkt wjazdowy, bo robota trudno byłoby zwolnić. Chociaż niewykluczone, że pracę straciłby elektryk, który go montował i serwisował. Firma zadziałała zgodnie z zasadą „kowal ukradł, a cygana powiesili”.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.