Przedszkole to wydatek o gigantycznej stopie zwrotu – lepiej wykształcone dzieci, wyższy wskaźnik zatrudnienia kobiet, wyższy wskaźnik dzietności, szybszy wzrost gospodarczy. Jeśli rządy dalej będą udawać, że gminy bez wsparcia poradzą sobie z ich prowadzeniem, przyniesie to jeszcze bardziej opłakane skutki, niż obserwujemy obecnie - pisze Bartosz Marczuk.
Zamieszanie, jakie wybuchło, gdy gminy zaczęły podnosić opłaty za przedszkola, powinno skupić uwagę mediów, ekspertów i polityków, na problemie związanym z opieką nad małymi dziećmi. Nie jest nim chciwość gmin, ale zły system finansowania i zarządzania. Refleksja potrzebna jest pilnie, bo wczesna edukacja to inwestycja.
W Polsce system opieki nad dzieckiem jest chory. Już samo zapisanie go do publicznego przedszkola przypomina grę w ruletkę. Nie wiadomo, czy wystarczy miejsc i według jakich kryteriów odbywa się rekrutacja. Jeśli nawet uda się wywalczyć wymarzone miejsce, rodziców czekają absurdalne, niedostosowane do realiów rynku pracy zasady działania większości tych placówek. Często są zamykane o godz. 17, nie pracują w wakacje, między świętami. Od tego września należy liczyć się też z wysokimi opłatami i sprawdzaniem co do minuty, o której dziecko przyszło i wyszło z przedszkola. Słowem – szarpanina.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.