Od początku debaty emerytalnej największą trudność mieliśmy ze znaczeniem słów. Nie chodzi tu o angielsko brzmiące instrumenty finansowe, różne szkoły ekonomiczne czy arkusze kalkulacyjne.
Rzecz w rozumieniu prostych twierdzeń. Jak choćby kompromis. W codziennym rozumieniu oznacza to ustępstwa jednej ze stron na rzecz drugiej. Szukanie równowagi między ratowaniem budżetu pieniędzmi przyszłych emerytów a redukowaniem rozrzutnych przywilejów dla nauczycieli czy rolników. Kompromisem nie jest jednak tworzenie fikcyjnych ulg od oszczędności na jeszcze bardziej fikcyjne fundusze emerytalne bez reformowania wydatków państwa.
Chodzi tu o znaczenie takich terminów, jak troska o finanse państwa, która powinna oznaczać naprawę państwowych finansów, a nie demontaż prywatnych kont emerytalnych.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.