Czy system emerytalny zakładający, że ludzie sami oszczędzają na przyszłość, przyjąłby się w Polsce?

4 lutego 2011

Zaproponowane przez Centrum im. Adama Smitha rozwiązanie, aby zlikwidować OFE i wprowadzić socjalną emeryturę państwową przypomina system obowiązujący w Nowej Zelandii. Tam państwowe świadczenie wynosi 30 proc. średniej krajowej pensji. U nas – 60 proc. ostatniej pobieranej pensji.

Aktualne średnie miesięczne wynagrodzenie netto w Nowej Zelandii oscyluje wokół 3 tys. dolarów nowozelandzkich (ok 6,6 tys zł). Gwarantowana przez państwo emerytura zależna jest od stanu cywilnego emeryta: w przypadku singli wynosi 1,3 tys. dolarów, lecz dla małżeństw już tylko 1 tys. dolarów na osobę netto miesięcznie. Świadczenie wypłacane przez nowozelandzki rząd jest całkowicie niezależne od wcześniejszych zarobków emeryta ani nawet od tego, czy w ogóle za życia pracował. Otrzymać je może każdy legalny rezydent Nowej Zelandii, który skończył 65 lat i przemieszkał w kraju przynajmniej 10 lat między 20. a 65. rokiem swojego życia.

Takie wprowadzone w 2007 roku rozwiązanie zachęciło Nowozelandczyków do oszczędzania na własną rękę. Robią to głównie w specjalnym utworzonym w tym celu systemie KiwiSaver, którego gwarantem jest państwo. Różni się on od OFE: nie jest obowiązkowy, pracodawca wpłaca do niego 2 proc. wysokości pensji pracownika, a sam pracownik 2, 4 lub 8 proc. swojego wynagrodzenia. Obywatel ma możliwość wycofania pieniędzy z systemu w szczególnych sytuacjach, np. gdy chce kupić dom, jest ciężko chory albo zamierza wyjechać z kraju na dłużej niż 12 miesięcy. Może również zawiesić składkę na okres do pięciu lat.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.