Szpitale publiczne coraz częściej narzekają, że prywatne placówki mające kontrakt z NFZ podbierają im co „zdrowszych” pacjentów, na których mogą zarobić. Selekcja pacjentów odbywa się na terenie publicznych szpitali. Robią ją lekarze, którzy pracują tu i tu.
– Mamy z tym duży kłopot, bo za pacjenta dostaje się uśrednioną stawkę. Jeśli nam zostają wszystkie najcięższe przypadki, generujemy stratę, której nie mamy jak nadrobić – mówi Adam Radomyski, wicedyrektor Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.
Tłumaczy działanie tego mechanizmu: w jego szpitalu wielu lekarzy dorabia prywatnie, m.in. w pobliskiej prywatnej placówce Attis. Tam podsyłają pacjentów, u których nie należy się spodziewać komplikacji. Taki pacjent szybko wychodzi do domu, szpital ma większy zysk i może więcej lekarzowi zapłacić. Zwłaszcza że lekarze są często udziałowcami prywatnych klinik. – Poprosiliśmy NFZ o sprawdzenie, ilu pacjentów zostało od nas zabranych, a ilu trafiło do nas z powikłaniami po zabiegach w Attisie – relacjonuje Radomyski.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.