Firmy, które wygrały konkursy na szkolenia za unijne pieniądze, nie dostają należnych im środków. Aby nie zbankrutować, muszą brać kredyty na działalność. Najgorzej jest w Małopolsce, ale kłopoty z pieniędzmi zaczynają się już w innych regionach
Przedsiębiorcy mówią: uwierzyliśmy w obiecanki państwa, krtóre okazały się cacankami. Kłopoty z pieniędzmi z UE zaczęły się już w ubiegłym roku, w tym nastąpiła zapaść. Krzysztof Karolak z Poznania musiał wziąć 40 tys. zł kredytu, bo Wojewódzki Urząd Pracy w Poznaniu przez kilka miesięcy nie przelał mu środków. Sytuacja powtarza się w tym roku.
Firmy, aby nie wpaść w tarapaty finansowe i nie angażować własnych pieniędzy, wymyśliły nawet sposób kredytowania unijnych projektów. Ich koszt spada jednak na przedsiębiorców. Europejskie Centrum Przedsiębiorczości, które za pieniądze z UE szkoli pracowników innych firm, pobiera od nich zaliczkę. Dlatego że na czas nie otrzymuje pieniędzy z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Firmy chcące szkolić pracowników muszą więc kredytować te projekty. – Wymyśliliśmy taki mechanizm, aby nie ponosić kosztów kredytu komercyjnego – mówi Jerzy Kwieciński z Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości, były wiceminister rozwoju regionalnego.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.