Jeśli chcesz płacić niższe składki emerytalne, płać je za granicą – takie oferty dostają w ostatnich miesiącach drobni przedsiębiorcy w całej Polsce.
Wśród taksówkarzy, handlarzy i fryzjerów krąży informacja, że można legalnie uciec z polskiego systemu ubezpieczeń i jeszcze na tym zarobić. Eksperci ostrzegają jednak, że spodziewane korzyści są mocno wątpliwe: krajowej emerytury nie będzie, a zagraniczna może okazać się głodowa.
– Dowiedziałem się od szwagra, że wystarczy płacić najniższą składkę w Anglii, by mieć prawo do tamtejszej emerytury. To proste: pośrednik organizuje wyjazd autobusem do Wielkiej Brytanii, załatwia tam pracę, a potem zajmuje się wszystkimi formalnościami – mówi taksówkarz pracujący w warszawskiej sieci Sawa Taxi. Mężczyzna wyliczył sobie, że ucieczka za granicę bardzo mu się opłaci: teraz co miesiąc składki do ZUS wynoszą go ponad 800 zł, więc jeśli zapłaci 10 funtów brytyjskiej składki i da 400 zł pośrednikowi, to i tak zostanie mu w kieszeni co najmniej 300 zł. – I nie będę się wściekał, że moje składki zdrowotne się marnują. Teraz, gdy jestem chory, idę do prywatnej przychodni, bo nie mam czasu stać w kolejkach – tłumaczy.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.