Michał Czapski: Moim zdaniem obu stronom zależało na osiągnięciu porozumienia, ale nie wyszło.
Protestujący opuszczający Sejm, wyszli stamtąd z tarczą...
Ale uzyskali podmiotowość, stali się w końcu partnerem, z którym trzeba się liczyć. Na obecnym etapie wiadomo, że to nie koniec i że temat wróci.
Oczywiście, że tak.
Porozumienie nie oznacza wcale spełnienia wszystkich żądań. Nie o to chodzi. Chodzi o to, by w ramach nawiązanego dialogu określić cel, który ma zostać osiągnięty. Tak, aby obie strony czuły się usatysfakcjonowane. Rząd miał kilka konkretnych propozycji, czyli był podjęty wysiłek, który ostatecznie nie przyczynił się do osiągnięcia końcowego porozumienia. Rząd uważał, że wyciąga rękę, a protestujący odrzucili te gesty.
Nie. Oczywiście nie był to łatwy partner do rozmowy. Raczej staram się pokazać, że nie został wykorzystany pewien potencjał.
Paradoksalnie, lepiej przygotowani, lepiej zorganizowani byli protestujący. Po stronie rządowej zabrakło przede wszystkim lidera do prowadzenia rozmów. Osoby, która odpowiadałaby za prowadzenie rozmów. Niby była to minister pracy Elżbieta Rafalska, niby premier Mateusz Morawiecki, próbowano zaangażować – bez powodzenia – do tego minister Beatę Szydło, która jest teoretycznie odpowiedzialna za politykę socjalną. Ale ostatecznie nie było wiadomo, kto jest partnerem do rozmów w grupą protestujących. Zabrakło umiejętności zarządzania konfliktem.
Miejsce. Dlaczego pozwolono, żeby rozmowy obywały się przy dziennikarzach, pod okiem kamer, w miejscu najostrzejszego konfliktu? To powinno być neutralne miejsce dla obu stron, budzące zaufanie.
I znów – to strona rządowa powinna była dać gwarancję, że zostaną wpuszczeni. Kolejnym błędem były różne, niepowiązane ze sobą działania m.in. „gospodarza”, czyli marszałka Sejmu. Utrudnianie dostępu do łazienek, do wind, wychodzenia na spacery tworzyło u protestujących poczucie, że nie są traktowani poważnie, że nie są szanowani. To eskalowało, i tak już bardzo emocjonalnie prowadzony, konflikt.
Próby były, tylko nieumiejętne i nieskuteczne. Jednak opinia publiczna sercem była raczej po stronie protestujących.
Wydawałoby się, że z najsłabszymi łatwiej rozmawiać i szybko załatwić sprawę. Tymczasem ta słabość akurat w tej sytuacji jest atutem. Proszę zobaczyć, że niepełnosprawnym udało się skupić uwagę mediów przez 40 dni. Rolnikom to by się nie udało. Dlatego strona rządowa powinna była lepiej być przygotowana i negocjować z większą wrażliwością.
To, że mediacje nie kończą się od razu podpisaniem porozumienia, wcale nie oznacza fiaska. Akurat rozmowy z rezydentami – też w okolicznościach dość dramatycznych, m.in. strajku głodowego – były przykładem tego, jak mogłyby się odbyć rozmowy z niepełnosprawnymi. Przede wszystkim udało się stworzyć podwaliny do późniejszego porozumienia. Obie strony poszły na kompromis. Kluczem do sukcesu było to, że młodzi lekarze zostali potraktowani jako partner i z szacunkiem. W ostatnim konflikcie tego ewidentnie zabrakło.
Polega to na tym, by szukać trzeciej drogi. I osoba z zewnątrz pomaga ją znaleźć, ale też odpowiednio przygotowuje cały proces rozmów, w ich trakcie łagodzi emocje, które w dwustronnych negocjacjach często biorą górę. Tutaj obu stronom w moim przekonaniu zależało na osiągnięciu porozumienia, ale nie wyszło.
Tak, jak najbardziej. To była pierwsza runda.
Chwilę trzeba odczekać, aż opadną emocje, a potem rządzący powinni zaprosić do dalszych rozmów.
Ale nie w ten sposób. To powinien być konkret, stworzenie warunków do konstruktywnej rozmowy z szukaniem rozwiązań. Być może rządzący powinni rozważyć propozycję, żeby np. Janina Ochojska wraz z zawodowym mediatorem uczestniczyła w tych rozmowach. Tak aby dać niepełnosprawnym gwarancję, że są traktowani poważnie.
Konflikty społeczne to jedne z najtrudniejszych. Nie wystarczy wynegocjować kwoty czy daty wejścia zmian. Do takich rozmów trzeba się przygotować i można poprowadzić je w sposób lepszy niż przy proteście niepełnosprawnych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu