- Szybko wrócimy do rewolucji w mobilności, zarówno jeśli chodzi o sposób użytkowania, jak i bardziej ekologiczny rodzaj pojazdów - mówi w rozmowie z DGP Robert Antczak, prezes Arval Polska.
DGP
Co pandemia na trwałe zmieniła w gospodarce?
Kryzys, z którym mamy do czynienia, to sytuacja bezprecedensowa, można powiedzieć, że to doświadczenie generacyjne. Trendy, jakie obserwowaliśmy wcześniej – globalizacja, ekologia, elektromobilna rewolucja – zapewne nie znikną, ale część z nich ulegnie modyfikacji. Już teraz widzimy, że niektóre modele biznesowe, które przed epidemią COVID-19 funkcjonowały sprawnie, mogą wręcz przestać istnieć.
Reklama
Czy to jest realne?

Reklama
Po częściowym odmrożeniu gospodarki nie wszystkie firmy wracają do dotychczasowego sposobu działania. Część z nich wraca, ale do internetu, bo okazuje się, że e-commerce potrafi sprawnie odpowiedzieć na potrzeby konsumentów, a przedsiębiorcom zapewnić dobre wyniki. To jest dobry moment dla innowacji czy świeżych pomysłów na nowe biznesy.
Które zmiany z pana perspektywy są najbardziej istotne?
Zapewne coraz więcej będziemy pracować zdalnie – może nie wszyscy, bo to jednak niemożliwe, ale taka praca będzie popularna. Nie będzie dodatkowym benefitem dla pracowników, ale stanie się nową normalnością. W kwestii „nowej mobilności” czy mobilności jako usługi serwisowej, którą dostarczamy naszym klientom, pojawiają się głosy, że ekonomia współdzielenia może zniknąć. Ja jednak uważam, że od tego nie odejdziemy i szybko wrócimy do rewolucji w mobilności, zarówno jeśli chodzi o sposób użytkowania, jak i bardziej ekologiczny rodzaj pojazdów.
Dotychczasowy model ekonomii współdzielenia się kończy?
On ewoluuje. Współdzielenie będzie bardziej popularne w ramach określonych grup pracowniczych czy społeczności, które poddadzą się określonym rygorom – np. wśród osób zbadanych pod kątem obecności koronawirusa czy w określonej grupie, za którą pracodawca bierze odpowiedzialność. Konsumenci natomiast mogą mniej chętnie niż dotychczas korzystać z ogólnodostępnych pojazdów.
Jak w takim razie będzie?
Dziś bliżej nam do carsharingów uszytych na miarę pod konkretne firmy i grupy osób, którym pracodawca udostępnia auta, a nie do wypożyczania auta stojącego na ulicy.
Kwestia bezpieczeństwa?
Tak, trudno wyobrazić sobie dezynfekcję pomiędzy jednym a drugim użytkownikiem. A zapewnienie poczucia bezpieczeństwa jest obecnie kluczowe. My ozonujemy i dezynfekujemy auta przekazywane naszym klientom, to już dziś norma. Ale zmiana w nastawieniu do współdzielonej mobilności nie dotyczy tylko aut. Wiele firm szuka teraz rozwiązań na zapewnienie bezpiecznej możliwości przemieszczania się swoim pracownikom. Rowery i hulajnogi elektryczne przypisane do konkretnego użytkownika mogą stać się w miastach ważnym sposobem docierania do pracy.
Zmiana dotycząca transportu zbiorowego będzie trwała?
Ze względów ekonomicznych wiele osób, akceptując pewne ryzyko, wróci do transportu zbiorowego, aczkolwiek obostrzenia związane z dystansem społecznym, odległościami i liczbą osób w pojeździe pozostaną z nami przez dłuższy czas. Trudno sobie wyobrazić tak pełne autobusy czy wagoniki metra, jak jeszcze niedawno. Świadomość związana z bezpieczeństwem jest coraz większa. I coraz więcej osób i firm będzie stawiało na niedrogi indywidualny transport dla swoich pracowników.
Jak w czasie pandemii się zmieniły oczekiwania waszych klientów?
Obecnie firmy chcą zorganizować swoim pracownikom alternatywę dla transportu zbiorowego i staramy się im to umożliwić. Dotyczy to osób, które przed pandemią nie miały samochodów służbowych i po epidemii też zapewne nie będą z nich korzystać. Dlatego to kontrakty średnioterminowe, na kilka miesięcy. Ale nie mówimy tylko o samochodach, sporo pytań dotyczy elektrycznych rowerów. One mogą być dobrą alternatywą na krótkich dystansach, a klimat zmienił się na tyle, że rower może być wykorzystywany przez cały rok. Są też firmy, które do tej pory korzystały z własnych samochodów, a obecnie potrzebują większej płynności finansowej. My jesteśmy w stanie odkupić taką flotę i udostępnić ją firmie w ramach wynajmu długoterminowego, przy okazji wymieniając najstarsze auta na nowe. Pojawiają się też pytania związane z bieżącym regulowaniem płatności, staramy się do tego podchodzić elastycznie.
Klienci próbują się na wasz koszt skredytować?
Bardziej myślimy o tym, by wydłużać terminy płatności. Mamy grupę klientów, którym zaoferowaliśmy program pomocowy – na trzy miesiące zmniejszyliśmy wysokość rat o 80 proc. i jednocześnie przedłużamy kontrakt o kolejne sześć miesięcy. Dokonujemy też zmian warunków umowy, bo widzimy, że samochody nie jeżdżą tyle, ile przed epidemią, a niższy przebieg miesięczny to niższa rata wynajmu. Z kolei naszym dostawcom, którzy byli w potrzebie, płacimy szybciej. Chcemy, żeby te firmy przetrwały, a Arval był partnerem, który poda pomocną dłoń. Jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że należąc do Grupy BNP Paribas, największego banku w strefie euro, mamy zapewnioną płynność.
Co pandemia zmienia w waszych zakupach?
Dotąd większość oferty opieraliśmy na autach nowych. Obecnie, gdy klient potrzebuje samochodu „na już” i to dosłownie, np. do podstawienia za dwa dni, odpowiedzią jest re-leasing. Oferujemy pojazdy po wynajmie, które mają dwa lata i mniej oraz małe przebiegi. Możemy na bieżąco zaspokoić potrzeby klientów i jednocześnie proponować niższe raty niż za samochody nowe. Po chwili przerwy wracamy do rozmów z importerami, naszymi dostawcami i planujemy zakupy na III i IV kwartał tego roku. Nie spodziewamy się rewolucji, jeśli chodzi o marki czy segmenty pojazdów, jednak obecne wydarzenia sprawiają, że spora część zamówień dotyczyć będzie aut budżetowych. Trzeba się liczyć z tym, że i w przypadku tych pojazdów cena będzie wyższa niż obecnie – nie sprzyjają wysoki kurs euro i ograniczenia produkcyjne. Wielu importerów zgłasza nam, że dostawy mogą być przesunięte, a dostępność aut będzie mniejsza, więc ceny na pewno wzrosną.