Od 1 czerwca Szpital Żywiec przestaje zatrudniać salowe bezpośrednio. Cały dział utrzymania czystości ma przejąć firma zewnętrzna, a wraz z nią 62 pracownice, które dziś pracują na etatach szpitalnych. Podobne rozwiązania od lat funkcjonują już w części polskich placówek, choć po pandemii część dyrektorów zaczęła się z nich wycofywać, wskazując na problemy z jakością usług i bezpieczeństwem epidemiologicznym.
Zmiana wywołała niepokój wśród pracownic, które obawiają się niższych wynagrodzeń, gorszych grafików i utraty stabilności zatrudnienia. Dyrekcja przekonuje z kolei, że chodzi wyłącznie o reorganizację sprzątania i optymalizację kosztów.
Szpital Żywiec oddaje salowe firmie zewnętrznej. Zmiana ma wejść od 1 czerwca
O planowanej zmianie poinformował lokalny portal beskidzka24.pl. Informację potwierdziła przedstawicielka placówki odpowiedzialna za komunikację. Od 1 czerwca utrzymaniem czystości w szpitalu ma zajmować się firma zewnętrzna, która przejmie także dotychczasowe salowe. Formalnie zakres ich obowiązków ma pozostać taki sam. Zmieni się jednak pracodawca, a dla wielu osób właśnie ten element okazuje się najważniejszy. W szpitalach etat oznacza zwykle większą przewidywalność grafików, łatwiejszy dostęp do świadczeń pracowniczych i poczucie przynależności do zespołu medycznego.
W rozmowach z lokalnymi mediami pracownice mówią o obawach dotyczących urlopów, dodatków i przyszłych stawek wynagrodzeń. Nie wiedzą też, czy nowa firma utrzyma dotychczasowe warunki pracy.
Nie tylko Żywiec. Te szpitale też korzystają z outsourcingu sprzątania
Decyzja ze Żywca nie jest wyjątkiem. Outsourcing usług pomocniczych w szpitalach działa w Polsce od lat, choć skala zjawiska różni się w zależności od regionu i sytuacji finansowej placówek. W materiałach branżowych i analizach rynku zdrowia pojawiają się m.in.:
- szpitale w Białymstoku, gdzie firmy zewnętrzne od dawna odpowiadają za część usług sprzątania i transportu,
- placówki we Wrocławiu, gdzie Uniwersytecki Szpital Kliniczny analizował przekazanie sprzątania i transportu wewnętrznego firmie zewnętrznej, co wywołało protesty pracowników i studentów medycyny,
- szpitale wojewódzkie i powiatowe korzystające z przetargów na kompleksowe utrzymanie czystości, dezynfekcję i transport wewnętrzny.
Eksperci rynku ochrony zdrowia zwracają uwagę, że po pandemii część dyrektorów zaczęła wracać do własnego personelu pomocniczego. Powód? W czasie kryzysu epidemiologicznego okazało się, że rotacja pracowników firm zewnętrznych utrudnia utrzymanie procedur sanitarnych.
Dlaczego szpitale rezygnują z etatowych salowych? Chodzi o koszty i braki kadrowe
Dyrektorzy placówek najczęściej wskazują cztery powody rezygnacji z utrzymywania etatów salowych:
- rosnące koszty zatrudnienia,
- problemy kadrowe i absencje,
- łatwiejsze organizowanie zastępstw przez firmy zewnętrzne,
- możliwość przerzucenia odpowiedzialności za szkolenia i organizację pracy.
Dla zadłużonych szpitali outsourcing bywa jednym z najszybszych sposobów ograniczania wydatków operacyjnych. Firmy sprzątające obsługują jednocześnie wiele obiektów, dlatego mogą oferować niższe ceny dzięki efektowi skali. Dochodzi też nowa presja płacowa. Wzrost minimalnych wynagrodzeń w ochronie zdrowia sprawia, że utrzymywanie własnego personelu pomocniczego staje się coraz droższe dla szpitali publicznych.
Sprzątanie w szpitalu to nie zwykła usługa. Eksperci wskazują ryzyko dla pacjentów
Część środowiska medycznego podchodzi jednak do outsourcingu bardzo ostrożnie. W debacie regularnie wraca argument, że sprzątanie w szpitalu nie przypomina sprzątania biurowca czy galerii handlowej. Personel pomocniczy pracuje w strefach o wysokim ryzyku zakażeń, często ma kontakt z pacjentami i musi znać procedury epidemiologiczne. Eksperci cytowani przez branżowe media wskazują, że zbyt duża rotacja pracowników firm zewnętrznych może utrudniać utrzymanie standardów higieny. W raportach dotyczących zakażeń szpitalnych pojawiają się również pytania o nadzór nad personelem zewnętrznym oraz o to, czy kryterium najniższej ceny w przetargach nie zaczyna dominować nad jakością usług.
Szpitale szukają kompromisu. Etatowe salowe zostają tam, gdzie ryzyko jest największe
Po doświadczeniach pandemii część placówek zaczęła stosować model hybrydowy. Najbardziej wrażliwe oddziały — jak OIOM-y, bloki operacyjne czy onkologia — pozostają obsługiwane przez własny personel, natomiast korytarze, administracja i strefy o niższym ryzyku trafiają do firm zewnętrznych.
To kompromis między oszczędnościami a próbą zachowania większej kontroli nad bezpieczeństwem sanitarnym. Dyrektorzy szpitali przyznają nieoficjalnie, że dziś problemem nie jest już wyłącznie koszt. Coraz trudniej znaleźć pracowników gotowych do pracy zmianowej przy dużym obciążeniu fizycznym i relatywnie niskich wynagrodzeniach.
Co dalej z 62 salowymi ze Szpitala Żywiec? Największy niepokój budzą nowe umowy
Na razie placówka nie podała szczegółowych warunków zatrudnienia oferowanych przez nową firmę. Nie wiadomo również, czy wszystkie pracownice zdecydują się na przejście do nowego pracodawcy. W praktyce takie zmiany często oznaczają:
- nowe harmonogramy pracy,
- inne zasady naliczania urlopów,
- zmianę systemu premiowego,
- większą elastyczność grafików,
- mniejszą stabilność zatrudnienia.
Dla części osób najtrudniejsza okazuje się jednak utrata statusu pracownika szpitala. W wielu placówkach salowe od lat są częścią zespołów oddziałowych i współpracują bezpośrednio z pielęgniarkami oraz personelem medycznym.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu