Prywatne kliniki żerują na publicznych. Wybierają sobie najłatwiejszych i najtańszych w leczeniu pacjentów. Ciężej chorych odsyłają do placówek publicznych. Pierwsze mają zyski i noszą miano zaradnych. Drugie muszą się zadowolić długami i satysfakcją z dobrze wykonanej roboty.
Nocne powietrze przeszywa sygnał karetki pogotowia. Pojazd z piskiem opon zatrzymuje się pod drzwiami z napisem „izba przyjęć”. Ratownicy wypadają z samochodu, pchając przed sobą nosze z zaintubowanym pacjentem. – Znowu z prywatnego przywieźli – ktoś rzuca. Biegiem ruszają w stronę oddziału ratunkowego szpitala. Dajmy na to w Łodzi. Albo w innym dowolnym mieście, gdyż problem dotyczy całego kraju.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.