Zdarza się, że firmy, którym jeszcze nie zalazłem za skórę, zapraszają mnie na prezentacje swoich samochodów. Polega to na tym, że trzeba przejechać się parę kilometrów nowym modelem, a potem wysłuchać kilkugodzinnych wywodów smutnych ludzi w garniturach w kolorze ziemi, którzy wmawiają wam, że na nowo wynaleźli koło. Dziennikarze siedzą, notują, dopytują, dyskutują i nagrywają – po to, żeby zaspokoić swoją ciekawość, a następnie zaserwować czytelnikom bądź widzom taką ilość informacji, żeby oczami wyobraźni zobaczyli oni ten samochód w swoim garażu.
Ostatnio Kia zaprosiła mnie na zupełnie inny rodzaj imprezy – taką, na której zamiast dziennikarzy byli głównie blogerzy, youtuberzy oraz influencerzy. Wiecie kim jest influencer? To człowiek, który zaraz po przebudzeniu robi telefonem zdjęcie swojego odbicia w lustrze, wrzuca fotkę na Instagrama, a wtedy kilkaset tysięcy ludzi pisze w komentarzach: „Piękne” i „Super wyglądasz”. Ewentualnie „Jakiego kremu pod oczy używasz?”. Albo „GdZie KuPiłeŚ to LuStRo, bo BaRdZo mi się PoDoBa, ale nie WieM GdziE je SprzEdajoM”.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.