Utknąłem w ubiegłym tygodniu w korku na autostradzie. Moja pierwsza myśl: wypadek. I nie pomyliłem się – przyczyną zatoru była drobna kraksa. Co więcej, miała ona miejsce na jezdni w przeciwnym kierunku. Jednak wszyscy jadący po mojej stronie musieli wyhamować do 3 km/h, ocenić zniszczenia, wydać wyrok, kto jest winien, zrobić zdjęcie, wrzucić je na fejsa etc.
To nie była wyjątkowa sytuacja. To ma miejsce za każdym razem! I nie chodzi o to, że tak bardzo troszczymy się o bliźniego w tarapatach, że zerkamy, czy aby mu nie pomóc. Nie dalej jak przedwczoraj bardzo młody człowiek w fiacie seicento złapał gumę na skrajnym lewym pasie mostu Łazienkowskiego w Warszawie i wywołał tym gigantyczne korki w całej okolicy. To, że sam nie rozwiązał kryzysowej sytuacji, jestem w stanie uargumentować na jeden z trzech sposobów: a) był głąbem, ponieważ w szkole całe życie uczono go, czym jest cosinusoida, ale nie wytłumaczono, jak wygląda klucz francuski; b) wiedział, że zjechanie na pobocze niczego nie zmieni i korki będą takie same, bo każdy będzie musiał się pogapić; c) próba wymiany koła skończyłaby się tym, że pękłyby mu rurki, a takiego widoku mieszkaniec stolicy by nie przepuścił. Przez tydzień leciałoby to na pasku w tefałenie.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.