Nierozwiązane problemy na rynku rolnym mogą mieć realny wpływ na przesunięcia elektoratów pomiędzy obecnie rządzącymi a aktualną opozycją. Zwłaszcza we wschodniej i w środkowej Polsce może to być kwestia rozstrzygająca.
Od początku rządów Koalicji 15 października Prawo i Sprawiedliwość szukało dobrego pola do zwarcia, zwłaszcza że startuje kampania wyborcza do samorządów, a już na początku maja odbędą się kolejne wybory – do Parlamentu Europejskiego. Pobity jesienią obóz prawicy nie może sobie pozwolić na kolejne porażki. Nie tylko ze względów prestiżowych, lecz także „bytowych”. Cała armia członków PiS oraz ich rodzin traci właśnie posady w instytucjach rządowych oraz spółkach Skarbu Państwa. Miejscem, gdzie mogą się odnaleźć po upływie okresu wypowiedzenia, są urzędy i placówki kontrolowane przez samorządy terytorialne. Pierwszym polem bitwy miała być obrona mediów publicznych.
Szybko okazało się, że tłustych medialnych kotów, zarabiających po kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, przeciętny wyborca PiS, z dziesięciokrotnie mniejszą pensją lub emeryturą, masowo bronić nie zamierza. Również próba przekonania Polaków, że skazanie ministrów odpowiedzialnych za służby specjalne i porządkowe (których nasi rodacy nie cenią tak, jak choćby Niemcy czy Szwajcarzy) zmobilizowało relatywnie niewielką grupę najtrwalszych miłośników Jarosława Kaczyńskiego. Co innego z problemami na rynku rolnym. Faktem jest, że obecne ceny skupu polskich produktów rolnych są dużo niższe od zeszłorocznych, a ceny środków produkcji dużo wyższe, podobnie jak paliwa i energii.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.