Brytyjska premier Theresa May ogłosiła, że brexit zostanie przeprowadzony „na twardo”. To znaczy, że Wielka Brytania opuści wspólny rynek unijny. Po czym wynegocjuje nowy traktat ze Wspólnotą. Czy jest to posunięcie demokratyczne? Takie pytanie postawił angielski ekonomista Simon Wren-Lewis. I odpowiedział, że... nie bardzo.
Wątpliwości jest kilka. Pierwsza polega na tym, że wynik czerwcowego referendum nie był jednoznaczny. Zwolennicy wyjścia uzyskali 51,9 proc. głosów. Przeciwnicy 48,1 proc. Za brexitem było 17,4 mln Brytyjczyków, przeciw – 16,1 mln osób. Jednocześnie wizja brexitu zaproponowana w ubiegłym tygodniu przez premier May jest radykalna. Zakłada bowiem wyjście Wielkiej Brytanii z całego jednolitego obszaru gospodarczego. A więc z samego rdzenia integracji europejskiej, który zakłada wolny (z pewnymi wyjątkami) przepływ obywateli, dóbr i usług. Jednocześnie przypomnijmy, że w ramach wspólnego rynku funkcjonują nie tylko członkowie Unii Europejskiej, lecz także kraje pozostające poza Wspólnotą: Norwegia, Szwajcaria albo Islandia. Nie jest więc tak – dowodzi Wren-Lewis – że obywatelskie wotum „wychodzimy z Unii Europejskiej” musi oznaczać „opuszczamy wspólny rynek”. Zasada „jeśli powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B” nie ma tu więc zastosowania.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.