Bezwarunkowy dochód podstawowy (w skrócie BDP) to dziś jeden z najgorętszych sposobów na nowoczesną redystrybucję. Co ciekawe, on już istnieje. Tyle że inaczej się nazywa, a ci, którzy go pobierają, są przekonani, że się im najzupełniej należy. Pisze o tym Matt Bruenig na łamach magazynu „Jacobin”.
Przypomnijmy: pomysł na bezwarunkowy dochód podstawowy ma swoją długą historię. Całkiem serio był dyskutowany już choćby w latach 40. w Wielkiej Brytanii (określano go wtedy jako „social dividend”). Ostatecznie przegrał jednak z koncepcjami klasycznego państwa dobrobytu opartego na transferach warunkowych i skierowanych do najuboższych. Kolejna szansa na jego wdrożenie pojawiła się w USA za czasów administracji Nixona i Cartera. Były nawet gotowe ustawy, ale padły na etapie prac parlamentarnych. Coś w rodzaju BDP wprowadzono jedynie lokalnie w majętnej w surowce naturalne i niezbyt ludnej Alasce. Pomysłem interesowali się też liberałowie, a Milton Friedman snuł wizję „negatywnego podatku dochodowego”. Choć wedle jego koncepcji miał to być raczej sposób na wykaraskanie się państwa spod ciężaru wydatków socjalnych. Warto jednak zauważyć, że wszystkie te dyskusje ucichły, gdy na scenę dziejową (tak mniej więcej w latach 70.) wkroczył neoliberalizm.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.