Zwykło się uważać, że zasadniczy spór o gospodarkę rozgrywa się pomiędzy liberałami a etatystami (nazywanymi czasem keynesistami). Zgodnie z logiką tej układanki trochę bardziej radykalny liberał to libertarianin. Z kolei marksista to taki etatysta do kwadratu. Ale przecież na ten podział można spojrzeć również zupełnie inaczej.
Niedawno jeden z ekonomistów (nazwiska nie wymienię, bo nie wiem, czy mi wolno) zwrócił uwagę na pewną zaskakującą zbieżność. To, że libertarianin nie lubi państwa, jest oczywiste. Państwo jest jego zdaniem tworem nie tylko autorytarnym, lecz także marnotrawnym. I dlatego należy wykorzystywać każdy pretekst do wypchnięcia jego macek z gospodarki. Ale jak się nad tym tak głębiej zastanowić, to przecież również komunizm zrodził się w kontrze do państwa. Dla Marksa państwo było przecież narzędziem służącym klasom posiadającym do utrwalania niewolniczego wyzysku robotników. Ta niechęć była tak głęboka, że nawet po zdobyciu władzy komuniści nie ufali w ideową czystość aparatu państwowego. Dlatego nad państwem postawili partię, która miała go pilnować. Nieprzypadkowo więc w krajach demokracji ludowej numerem jeden był pierwszy sekretarz, a nie premier.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.