Co nam się kojarzy z Japonią? Manga, sushi oraz korporacje, które wymagają bezwzględnego posłuszeństwa. Do tego filmy o jakuzie, nagradzane epopeje Akiry Kurosawy i kłanianie się przy powitaniu. Uniformizacja życia, która równała wszystkich do jednego wzoru. Bo w końcu, zgodnie ze starym tamtejszym powiedzeniem, każdy wystający gwóźdź zostanie wbity. Ale Japonia wpadła we własne sidła. Kraj uchodzący za symbol postępu od ponad 20 lat nie może poradzić sobie z recesją. Wyników nie dają nawet najbardziej śmiałe reformy. Dlaczego azjatycki tygrys ostatnimi czasy zdążył przerobić już praktycznie każdy rodzaj ekonomicznego dołka?
Największą japońską wadą jest niemożność szybkiego podejmowania decyzji. Żeby wprowadzić w firmie innowacje, trzeba przekonać do nich kierowników. Nie jednego szefa działu lub głównego prezesa, ale każdego z dyrektorów na wszystkich stopniach w strukturze przedsiębiorstwa. Zbiera się ich podpisy w formie pieczątek na swoim wniosku – przypomina to zdawanie karty obiegowej do studenckiej biblioteki. Po drodze każdy z posiadaczy pieczątek może pomysł utrącić, zresztą i tak innowacja zgłaszana oddolnie ma w Japonii pod górę, bo tu wszystko musi toczyć się zgodnie z konfucjańskimi zasadami posłuszeństwa. A jedną z nich jest szacunek wobec swojego szefa. Zgłaszanie własnego pomysłu graniczy z niesubordynacją.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.