Mitem jest przekonanie, że prywatne musi z definicji uosabiać same ekonomiczne cnoty. Świat gospodarki nie jest taki prosty, jak to sobie wyobrażają nasi ekonomiści, dzieląc go manichejsko na dobry – prywatny i zły – państwowy
Przy okazji ostatniego kryzysu w górnictwie pojawiły się liczne głosy namawiające do sprywatyzowania zagrożonych bankructwem kopalń czy wręcz całego przemysłu wydobycia węgla kamiennego. Wiadomo z kolei, że związkowcy i sami górnicy takiej prywatyzacji nie chcą. Interesuje mnie przyczyna tej rozbieżności, bowiem w moim przekonaniu mówi ona coś ciekawego o istniejącej niezgodności w postrzeganiu prywatnej własności przedsiębiorstw pomiędzy przeciętnymi obywatelami naszego kraju a dominującymi w mediach i na uczelniach ekonomistami, a generalnie – o dzisiejszej (i wczorajszej) Polsce. Ci ostatni (np. Leszek Balcerowicz czy Ryszard Petru) są głęboko przekonani, że prywatyzacja jest jedynym lekarstwem na nieefektywność państwowego segmentu gospodarki, łącząc z ową prywatyzacją całe ekonomiczne dobro. Nieefektywność własności państwowej tłumaczą wpływami polityki na gospodarkę, które z definicji uważają za coś fatalnego. Ci pierwsi ewidentnie prywatyzacji się boją i robią wszystko, aby do niej nie doszło. Kto ma rację?
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.