Szahaj dla DGP: Blaski i cienie prywatyzacji

praca, biuro, firma
Uznawanie prywatyzacji za lek na całe ekonomiczne zło nie tyle wynika z jakichś niepodważalnych faktów ekonomicznych, ile raczej z doktryny filozoficznej neoliberalizmu - twierdzi rozmówca ShutterStock
13 lutego 2015

Mitem jest przekonanie, że prywatne musi z definicji uosabiać same ekonomiczne cnoty. Świat gospodarki nie jest taki prosty, jak to sobie wyobrażają nasi ekonomiści, dzieląc go manichejsko na dobry – prywatny i zły – państwowy

Przy okazji ostatniego kryzysu w górnictwie pojawiły się liczne głosy namawiające do sprywatyzowania zagrożonych bankructwem kopalń czy wręcz całego przemysłu wydobycia węgla kamiennego. Wiadomo z kolei, że związkowcy i sami górnicy takiej prywatyzacji nie chcą. Interesuje mnie przyczyna tej rozbieżności, bowiem w moim przekonaniu mówi ona coś ciekawego o istniejącej niezgodności w postrzeganiu prywatnej własności przedsiębiorstw pomiędzy przeciętnymi obywatelami naszego kraju a dominującymi w mediach i na uczelniach ekonomistami, a generalnie – o dzisiejszej (i wczorajszej) Polsce. Ci ostatni (np. Leszek Balcerowicz czy Ryszard Petru) są głęboko przekonani, że prywatyzacja jest jedynym lekarstwem na nieefektywność państwowego segmentu gospodarki, łącząc z ową prywatyzacją całe ekonomiczne dobro. Nieefektywność własności państwowej tłumaczą wpływami polityki na gospodarkę, które z definicji uważają za coś fatalnego. Ci pierwsi ewidentnie prywatyzacji się boją i robią wszystko, aby do niej nie doszło. Kto ma rację?

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.