„Kiedy się świat tak naprawdę podobał ludziom? (...) Upadek, można powiedzieć, to stan naturalny świata”. To słowa bohatera książki „Ostatnie rozdanie” Wiesława Myśliwskiego, jednej z moich ulubionych pozycji polskiej literatury współczesnej. Długo wertowałem tę książkę kilka dni temu, by ten cytat dokładnie odtworzyć. Wiedziałem już dawno, że kiedyś się przyda, i oto nadszedł ten moment.
Obserwuję wielką kumulację opinii, najczęściej pisanych w alarmistycznym tonie, że oto jesteśmy w momencie dla świata – zarówno w polityce, jak i gospodarce – wyjątkowym. Terroryzm, rosnące na sile populizmy (Trump, Le Pen i inni), załamanie porządku geopolitycznego (Rosja), rozpad Unii Europejskiej (Brexit), narastające bez przerwy zadłużenie, tendencje protekcjonistyczne w handlu, rozwarstwiające się dochody ludności, stagnacja produktywności. Nie mam narzędzia do agregowania ludzkich emocji, ale nie pomylę się za bardzo, twierdząc, że narasta strach o to, w jakim kierunku zmierza świat. Philip Stephens, publicysta „Financial Times”, pisał niedawno, w kontekście Brexitu i rosnącej popularności Donalda Trumpa, że choć „nie żyjemy jeszcze w hobbesowskim świecie, ale w takim kierunku zmierzamy”. Hobbesowski, czyli bez reguł, świat, gdzie spory rozstrzyga się siłą – czyli wojną.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.