Kownacki: Negocjowanie nie jest proste. Dopiero się tego uczymy

wojsko polskie żołnierz
W PGZ jest mnóstwo zakładów zapóźnionych technologicznie, niedokapitalizowanych i źle zarządzanych. Do tego nieprawidłowości. ShutterStock
21 lutego 2018

- Jeśli warunki nie są satysfakcjonujące, to czasem trzeba negocjacje zakończyć - mówi Bartosz Kownacki, w latach 2015–2018 sekretarz stanu w MON

3259961-bartosz-kownacki-posel-z-ramienia.jpg
Bartosz Kownacki, poseł z ramienia PiS, w latach 2015–2018 sekretarz stanu w MON

W 2015 r. podjęto decyzję o wyborze patriotów. Ale żadnych negocjacji do objęcia rządów przez PiS nie prowadzono. Dwa lata negocjacji przy zakupie wartym kilkadziesiąt miliardów złotych to nie jest dużo. Lepiej negocjować kilka tygodni dłużej i uzyskać cenę o kilka czy kilkadziesiąt milionów mniejszą.

Mówiłem to wielokrotnie, że kwota 10,5 mld dol. była górną granicą. Byliśmy o tym uprzedzeni wcześniej.

Stanowisko negocjacyjne rządu polskiego było jasne: chcieliśmy zapłacić jak najmniej. Jeżeli bym oficjalnie mówił, że 10,5 mld dol. to dobra kwota, to pewnie byśmy dużo z niej nie zeszli. Cenę wielu elementów tarczy udało nam się obniżyć przy wycenie offsetu.

To prawda, moi następcy mają bardzo trudne zadanie do wykonania.

Ten program miał być szansą rozwoju rodzimego przemysłu, dużym skokiem technologicznym dla zakładów. Przez ostatnie miesiące Polska Grupa Zbrojeniowa wykonała ogromną pracę, negocjując warunki umowy z koncernem Lockheed Martin, który miał być dostawcą uzbrojenia.

Nie, one są od początku bardzo jasne. Chodziło m.in. o transfer technologii do produkcji rakiet o zasięgu do 70 km. Takie były założenia zapytania ofertowego kierowanego do trzech oferentów z Turcji, Izraela i USA.

Negocjacje nie są proste i my się tego dopiero uczymy.

Minister obrony Mariusz Błaszczak na pewno podejmie dobrą decyzję. Materiał jest zgromadzony i na jego podstawie może zdecydować, czy będziemy kupować okręty podwodne w przetargu publicznym, czy np. w negocjacjach międzyrządowych.

To prawda, ale jeśli warunki nie są satysfakcjonujące, to czasem trzeba negocjacje zakończyć. Nie można wychodzić z założenia, że kontrakt ma być podpisany za wszelką cenę. W byciu ministrem nie chodzi o to, by ktoś mnie poklepał po plecach, dziękując za dobry zakup, ale o to, by dokonać dobrego zakupu z punktu widzenia państwa. Jeśli mam przepłacić o kilkaset milionów, to kontraktu nie podpiszę.

Pomysł skonsolidowania przemysłu obronnego, wdrożony jeszcze przez PO, oceniam dobrze. Ale nawet po scaleniu grupy jest to mały gracz w Europie, a tym bardziej na świecie. Pomysł dobry, wykonanie z różnych powodów nie najlepsze. W PGZ jest mnóstwo zakładów zapóźnionych technologicznie, niedokapitalizowanych i źle zarządzanych. Do tego nieprawidłowości. Zatrudnianie hurtem całych rodzin w tej samej firmie to niemal codzienność. Krzyżowe umowy pomiędzy prezesami poszczególnych spółek na doradztwo. Np. w Cenzinie kupowano produkty, dzięki którym zakład, od którego kupowano miał kilkadziesiąt procent marży, a potem Cenzin sprzedawał to ze stratą. Albo robiono zapasy amunicji, a po roku ją przeceniano i kupowali to pracownicy spółki. Taka swoista „premia”.

Zreformowanie PGZ to trudne zadanie. Popełniliśmy kilka błędów. Na pewno wiele decyzji kadrowych nie było właściwych. Mieliśmy również opór wewnętrzny pracowników i wreszcie złe wyniki finansowe spółek. Plusami była duża chęć zmiany i olbrzymie zamówienia. Z tym, że nie ma takich pieniędzy, których się nie da przejeść.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.