Dezinformacja medyczna jest wszechobecna w mediach społecznościowych. Pseudo porady dotyczące zdrowia zdobywają większe zasięgi niż wypowiedzi lekarzy. Tam, gdzie najłatwiej o fałszywe informacje, wciąż brakuje specjalistów z prawdziwego zdarzenia. Zdaniem twórcy internetowego Filipa Mokrogulskiego to właśnie lekarze mają dziś wyjątkową szansę, by odzyskać przestrzeń zdominowaną przez pseudonaukę.
– Nigdy nie było lepszego momentu, żeby lekarz zaczął działać w Internecie – przekonuje Filip Mokrogulski, reżyser, producent, popularny influencer z pokaźnymi zasięgami w mediach społecznościowych. W sieci nie brakuje osób chętnie udzielających zdrowotnych porad, jednak niewielu z nich ma medycznych kompetencji. Tymczasem lekarze często pozostają tylko biernymi obserwatorami.
Medycyna potrzebuje swoich influencerów
Zdaniem Mokrokulskiego to błąd. Internet jest pełen nisz, w których praktycznie nie ma specjalistów. Sam przyznaje, że kiedy szukał wiarygodnych, medycznych informacji dotyczących problemów z wypadaniem włosów, musiał korzystać z zagranicznych źródeł. W polskich mediach społecznościowych praktycznie nie znalazł lekarzy mówiących o tym problemie. Choćby ten przykład pokazuje niewykorzystany potencjał.
Jedną z największych barier dla wielu lekarzy jest przekonanie, że tworzenie materiałów do Internetu wymaga profesjonalnego studia i drogiego sprzętu. Według naszego gościa to mit. Do rozpoczęcia działalności wystarczy dobry smartfon i prosty mikrofon. Jego zdaniem, znacznie ważniejsza od jakości obrazu czy dźwięku jest wartość przekazywanych informacji.
Jak znaleźć dobry temat do nagrania? Zdaniem Filipa Mokrogulskiego najlepszym punktem wyjścia są pytania, które pacjenci najczęściej zadają w gabinecie. Zamiast skomplikowanych wykładów warto przygotować krótkie materiały odpowiadające na konkretne problemy: jak rozpoznać pierwsze objawy choroby, kiedy zgłosić się do lekarza, czy jak zmniejszyć ryzyko jakiejś choroby. – Ludzie są głodni takich informacji – podkreśla Mokrogulski.
Zasięgi dla medycznych tematów nie zawsze są milionowe
Ekspert zwraca uwagę, że treści medyczne rzadko stają się viralami na miarę programów rozrywkowych. To jednak nie oznacza porażki. W przypadku medycyny znacznie ważniejsze jest to, by materiał został odnaleziony przez osobę, która właśnie szuka odpowiedzi na konkretne pytanie. Krótkie filmy publikowane na TikToku czy Instagramie mogą przez wiele miesięcy trafiać do osób zainteresowanych danym problemem zdrowotnym. Dlatego warto budować "bibliotekę" krótkich poradników zamiast liczyć wyłącznie na szybkie "kliki".
AI może pomóc, ale nie zastąpi lekarza
Czy sztuczna inteligencja może ułatwić tworzenie medycznych treści? Zdaniem naszego rozmówcy - tak, pod warunkiem, że lekarz pozostaje ich autorem i recenzentem.
AI może pomóc uprościć język, zaproponować scenariusz czy przekształcić specjalistyczny tekst w materiał zrozumiały dla odbiorców mediów społecznościowych. Nie powinna jednak być źródłem wiedzy medycznej.
Hejt na lekarza? To część gry
Obecność w mediach społecznościowych oznacza również krytykę. Mokrogulski nie ukrywa, że negatywne komentarze są codziennością każdego twórcy. Jego zdaniem lekarze muszą zaakceptować, że publikowanie treści wiąże się z oceną odbiorców. Podkreśla jednak, że najgłośniejsze są zwykle głosy krytyczne, choć w rzeczywistości większość użytkowników po prostu korzysta z wartościowych materiałów i nie zostawia komentarzy. Znacznie ważniejsze od walki z hejterami jest skupienie się na celu, czyli dostarczaniu rzetelnej wiedzy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu