„Rosyjski przywódca Władimir Putin może być już martwy, a źródła w MI6 twierdzą, że mógł zostać zastąpiony przez sobowtóra. To ciąg dalszy intensywnych spekulacji na temat stanu zdrowia podżegacza wojennego” – napisał 28 maja brytyjski „Daily Star”. „The Sun” nazajutrz był bardziej zachowawczy: „Władimir Putin może korzystać z sobowtórów i nagranych zawczasu spotkań, by ukryć swój zły stan zdrowia”. Tabloid zauważył też, że „od dawna krążą plotki o jego walce z takimi chorobami, jak rak czy parkinson”. W internecie pojawiły się doniesienia, że w nocy z 12 na 13 maja Putin przeszedł zabieg chirurgiczny związany z terapią nowotworową, co rozpowszechniał na Twitterze znany ekonomista Anders Åslund. Natomiast Christo Grozew z „Bellingcat” dodawał, że w nagranej rozmowie niewymieniony z nazwiska oligarcha mówił mu o prezydencie jako o człowieku ciężko chorym.
Gdyby zebrać wszystkie doniesienia o możliwych chorobach Putina i śmierciach, wyszłoby, że rosyjski prezydent niczym kot ma siedem żyć. Pogłoski o umierającym władcy Kremla okrążyły świat tyle razy, że trafiły nawet do Janusza Palikota. „Putin jest na progu śmierci. Nowotwór. Zostały mu tygodnie” – napisał niedawno były lider ruchu swego imienia na Twitterze. Niestety nie podał źródła informacji, a niewiele wskazuje na to, by były to te same osoby z MI6, na które powoływała się brytyjska bulwarówka. Każda taka publikacja – oczywiście raczej pokroju artykułu w „The Sun” niż tweeta Palikota – odbija się szerokim echem w ukraińskim internecie, spełniając rolę newsa ku pokrzepieniu serc. Zwłaszcza że bazuje na obserwacjach, które każdy może poczynić, włączając telewizor.
Gdy umierał Leonid Breżniew, który w byłym ZSRR służy jako przykład przywódcy z demencją, był raptem sześć lat starszy od 69-letniego Putina, a do dziś krążą o nim dowcipy („O, o, o, o, o – zaczął Breżniew mowę na otwarcie igrzysk w Moskwie. – Towarzyszu sekretarzu generalny, to są kółka z flagi olimpijskiej”). Jurij Andropow zmarł w wieku 69 lat, a jego następca Konstantin Czernienko (którego pogrzeb w myśl radzieckiej anegdoty był darmowy, bo rządzący raptem 13 miesięcy gensek był jeszcze na gwarancji) dożył 73 lat. Z Breżniewa, Andropowa oraz Czernienki, którzy umierali jeden po drugim w pierwszej połowie lat 80., pamięć ludzka zrobiła starców, choć w rzeczywistości byli mniej więcej w wieku dzisiejszego Putina.
Reklama
Dodatkowo nie da się ukryć, że obecny prezydent nie wygląda już na tego twardziela, który fruwał z żurawiami na motolotni i nurkował w Bajkale, znajdując starodawne wazy. Nie jest już pełnym życia 47-latkiem, któremu schorowany Borys Jelcyn przekazał pełnię władzy w pewien sylwestrowy wieczór. Aha, Jelcyn też miał wtedy 69 lat. Prezydent jest wyraźnie opuchnięty (może to tylko botoks?), przytrzymuje się stołu podczas spotkań z ministrami, ma problemy z nogami i kręgosłupem – do których akurat przyznał się niegdyś w rzadkiej chwili szczerości, a 9 maja przykrył sobie kolana pledzikiem, choć mrozu w Moskwie tego dnia nie było.

Reklama
Pogłoski o jego stanie zdrowia są podsycane pogłębiającą się od początku pandemii izolacją lidera. Do memów trafiło przyjmowanie gości przy rekordowo długim stole, pobieranie od nich próbek kału, a także dwutygodniowa kwarantanna, jakiej podlegają ludzie, którzy mają się zetknąć z prezydentem osobiście. Pytanie, czy chodzi o pogłębiającą się paranoję Putina, realne problemy z odpornością czy też obawę przed zamachem, pozostaje otwarte. A może każdy z tych czynników ma znaczenie. Na pogrzebie Władimira Żyrinowskiego usunięto sprzed trumny żołnierzy pocztu sztandarowego, gdy prezydent podszedł pożegnać się ze zmarłym – i raczej nie chodziło o to, że któryś z nich może na niego nakasłać.

Lekarze w delegacji

„The Sun”, jak na bulwarówkę przystało, stworzył sensację o sobowtórach i zawczasu nagrywanych spotkaniach na podstawie prawdziwych przesłanek i garści teorii spiskowych. Dziennikarze już dawno zauważyli, że Kreml wielokrotnie emitował wydarzenia z udziałem Putina z opóźnieniem, choć udawano, że przekaz płynie na żywo. Wiele szczegółów wskazywało np. na to, że wyemitowana 21 lutego mowa, podczas której prezydent ogłosił uznanie niepodległości Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych, oraz puszczone 24 lutego o świcie przemówienie ogłaszające początek inwazji na Ukrainę nagrano w tym samym czasie. Służbę prasową Kremla przyłapywano też na publikowaniu starych zdjęć, które miały ilustrować aktualne spotkania przywódcy. W żargonie kremlowskich urzędników takie odświeżane materiały nazywane są konserwami.
Tropienie sobowtórów jest na razie domeną fascynatów teorii spiskowych, którzy doszukują się drobnych różnic w kształcie uszu czy brwi. Po rosyjskim internecie, wybitnie podatnym na konspiracyjne wrzutki, hulają nawet określenia na wyodrębnionych rzekomo „dwojników”. Jest więc Mówca, wykorzystywany do wystąpień publicznych, Bankietowy, wysyłany na spotkania ze zwykłymi ludźmi, czy Dyplomata, od wystąpień na briefingach prasowych. Jedna z plotek głosi, że podczas niedawnej wizyty austriackiego kanclerza Karla Nehammera Putin miał nie zrozumieć rzuconej przez kanclerza uwagi, choć „ten prawdziwy” doskonale zna niemiecki. W myśl najdalej idącej teorii spiskowej Putin umarł – ale nie kilkanaście dni temu, jak chce „Daily Star”, lecz pod koniec lat 90., gdy został zamordowany za kulisami jakiegoś programu telewizyjnego. Pogłoski o jego zgonie pojawiają się zresztą regularnie.
– Jestem głęboko przekonany, że w rozmowach o tym, że Putin nie jest w stanie sprawować funkcji lub że doszło do jakiegoś przewrotu, jest dużo więcej prawdy, niż się wydaje. Ten Putin, którego widzieliśmy 16 marca, nie jest do końca tym samym Putinem, którego straciliśmy 5 marca. To odnowiony Władimir Władimirowicz, który ma całkiem inne parametry – mówił Radiu Swoboda w 2016 r. dramaturg Władimir Gołyszew, który – jak podawała rozgłośnia – „uważnie przygląda się Putinowi od wielu lat”. Rozmówca szanowanego medium przekonywał, że prezydent musiał przeżyć jakiś silny atak, „z którego medycy go skutecznie wyprowadzili, ale teraz jest na stymulatorach albo lekach przeciwbólowych”. – Ten człowiek stracił magię władzy. W sprawach wojny i pokoju trzeba się teraz zwracać do innej instancji – przekonywał Gołyszew. I dodawał, że zniknięcie Putina dowiodło, że za całe zło odpowiada tylko on sam, bo pod jego nieobecność z telewizji miały zniknąć opowieści o „ukraińskiej juncie i walczącej z nią Noworosji”.
Prezydent kilka razy odpowiadał nawet na pytania, czy korzysta z usług sobowtórów. Odpowiedź brzmiała „nie”, co tylko podsycało podejrzenia internautów, doskonale znających zasadę, w myśl której wierzy się tylko w te rewelacje, które Kreml zdementował. À propos: szef MSZ Siergiej Ławrow dementował w tym tygodniu informacje o złym stanie zdrowia Putina. – Nie sądzę, by trzeźwo myślący ludzie mogli dostrzec w tym człowieku oznaki jakiegoś niedomagania. Pozostawiam to sumieniom tych, którzy rozpowszechniają podobne plotki – powiedział francuskiej telewizji TF1.
W marcu podobne pogłoski dementował też Alaksander Łukaszenka, jednak zrobił to w tak przesadny sposób, że dodatkowo je podsycił. – Jeśli sądzicie, że prezydent Putin jest fizycznie niezdrowy albo coś tam jeszcze się stało, to on jest – jak to się u nas mówi – bardziej żywy niż wszyscy żywi. Jeszcze, jak mówią, przeziębi się na wszystkich naszych pogrzebach. To całkowicie adekwatny i normalny człowiek. Putin jest w formie jak nigdy i wykonuje swoje obowiązki zgodnie z nową konstytucją – zapewniał białoruski dyktator podczas wywiadu z japońskim kanałem TBS Terebi.
Tropem pogłosek szli już niezliczeni dziennikarze. Jedni – jak „Daily Star” – skupili się na taniej sensacji, ale inni postanowili dotrzeć do jakichś konkretów. Rosja może być coraz bliższa totalitaryzmowi, ale jest również do cna skorumpowana, dzięki czemu dostęp do baz danych za symboliczną opłatę w rublach, a częściej w jednostkach umownych (jak eufemistycznie nazywa się dolary) można uzyskać na czarnym rynku. Inne bazy, np. dotyczące zakupów państwowych, są wciąż publicznie dostępne. W kontekście stanu zdrowia Putina skorzystał na tym „Projekt” Romana Badanina, byłego redaktora naczelnego kanału Dożd, który po odejściu z telewizji postanowił skupić się na dziennikarstwie śledczym. 1 kwietnia „Projekt” opublikował wyniki śledztwa, pod którym podpisało się pięcioro autorów, w tym sam szef redakcji. „7 października tego roku prezydent Putin powinien świętować swoje 70-lecie. Józef Stalin w tym wieku przeżył już drugi wylew” – zaczyna się tekst.
„Projekt” przypomniał znane problemy ze zdrowiem, na czele z tymi, do których przyznał się prezydent, a które miały wynikać z upadku z konia, przez co w 2012 r. Putin dał się sfilmować, kulejąc. Dziennikarze wyliczyli pięć przypadków, gdy prezydent znikał z życia publicznego na wiele dni – w 2012, 2015, 2017, 2018 i 2021 r. To podczas takich pauz Kreml emitował nagrane zawczasu „konserwy”. Co się wtedy działo z prezydentem? Wstrzykiwał sobie botoks? Korzystał z receptury, którą polecił elitom obecny minister obrony Siergiej Szojgu? Pochodzący z azjatyckiej Tuwy polityk zaraził kolegów zamiłowaniem do kąpieli w mającym mieć odmładzające właściwości wywarze z odcinanych żywcem miękkich, wypełnionych krwistą masą rogów młodych marali, syberyjskich zwierząt podobnych do jeleni. „Projekt” twierdzi, że prezydent korzystał z podobnych zabiegów.
Ale dziennikarze, na podstawie rozmów z ludźmi z otoczenia Putina, doszli do wniosku, że podczas wielu pauz towarzyszył mu cały wianuszek lekarzy. I że można to prześledzić. Kiedy Putin potrzebował medyka, często podejmował go w rezydencji w Soczi. Centralny Szpital Kliniczny podpisywał wówczas umowy z okolicznymi hotelami, rozmieszczając w nich specjalistów. Umowy wraz z nazwiskami lekarzy trafiały do dostępnego w internecie rejestru zakupów państwowych. Daty wyjazdów pasują do oficjalnie komunikowanych wizyt prezydenta w czarnomorskim kurorcie oraz okresów, kiedy znikał z życia publicznego. Gdy w maju i lipcu 2017 r. prezydent spędził w Soczi w sumie 14 dni – podejmując w tym czasie prezydenta Azerbejdżanu İlhama Aliyeva – w okolicznych hotelach przebywało, choć nie naraz, 10 lekarzy, których pobyt opłaciło państwo. Wśród nich trzech anestezjologów, dwóch otolaryngologów, chirurg-onkolog, dermatolożka-wenerolożka, lekarz chorób zakaźnych, lekarz karetki pogotowia i neurochirurg.
Gdy w listopadzie 2016 r. Putin, tuż po spotkaniu z aktorem Stevenem Seagalem, zniknął na sześć dni, a Kreml zaczął publikować „konserwy”, do Soczi pojechało 12 medyków, a na przełomie listopada i grudnia 2019 r. – aż 13. W obu przypadkach był wśród nich Oleg Myszkin, kierujący oddziałem neurochirurgii Centralnego Szpitala Klinicznego. Ale rekordzistami byli inni specjaliści. Otolaryngolodzy Aleksiej Szczegłow i Igor Jesakow w ciągu czterech lat jeździli do Putina odpowiednio 59 i 38 razy, spędzając w Soczi w sumie 282 i 152 dni. Ojciec Szczegłowa – za zasługi syna? – został nawet w 2021 r. posłem z ramienia Jednej Rosji. Jewgienij Sieliwanow, chirurg specjalizujący się w leczeniu raka tarczycy u osób starszych (napisał o tym dysertację), trafiał nad Morze Czarne 35-krotnie, w sumie przebywając w „prezydenckiej” delegacji 166 dni. Dermatolożka-wenerolożka Łarisa Korolowa gościła u Putina 27-krotnie i spędziła przy nim 172 dni.

Operacja „Następca”

– To wszystko nieprawidłowa informacja. Nic tu nie odpowiada rzeczywistości – skomentował rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, poproszony przez „Projekt” o odniesienie się do tematu artykułu. Plotek to oczywiście nie powstrzymało. Ani plotek o plotkach sugerujących, komu i dlaczego może zależeć na przedstawianiu (nie)prawdziwych informacji o stanie zdrowia Putina. Wersji jest niemal tak dużo, jak rzekomych sobowtórów prezydenta. Albo odpowiadają za to zachodnie służby, chcące podkopać autorytet rosyjskiego przywódcy. Albo Putin od dawna nie żyje, więc trzeba jakoś przygotować naród do tej wiadomości, dawkując stopniowo informacje o jego chorobach. Albo też szykuje się kolejna operacja „Następca”, do której też trzeba obywateli przygotować.
Ta ostatnia wersja wróciła niedawno za sprawą rewelacji Richarda Dearlove’a, byłego szefa brytyjskiego wywiadu, według którego najpóźniej w przyszłym roku Kreml ogłosi, że prezydent trafił do sanatorium i ze względu na zły stan zdrowia przekazuje urząd któremuś z kolegów. Może chodzi przy tym o świadomie realizowane przekazanie władzy, a może o pełzający zamach stanu, który pozwoli nowym przywódcom obarczyć Putina całkowitą odpowiedzialnością za wojnę z Ukrainą i uzgodnić nowe otwarcie w relacjach z Zachodem.
W tym zalewie pogłosek jest coś jeszcze. Putin, jak każdy z nas, kiedyś naprawdę umrze. I wtedy każdy poszukiwacz sensacji z „The Sun”, który bardzo chce sprawiać wrażenie, jakby miał wgląd w dokumentację medyczną prezydenta Rosji, będzie mógł stwierdzić: „A nie mówiłem?”. W końcu dwa razy na dobę nawet zepsuty zegarek wskazuje prawdziwą godzinę.