W ciągu tygodnia w kilku miastach w Nadrenii Północnej-Westfalii, w tym w Muenster (Monasterze), Dusseldorfie i Bonn, miały miejsce napaści na synagogi i żydowskie miejsca pamięci. Policja w Muenster aresztowała 13 mężczyzn, którzy spalili flagę Izraela przed świątynią żydowską.

Seria tych ataków była odpowiedzią na eskalację konfliktu pomiędzy Izraelem a Palestyną w ostatnich dniach.

Issacharoff powiedział telewizji ARD, że nalega, by władze niemieckie zrobiły "wszystko, co w ich mocy", by zapewnić bezpieczeństwo diasporze żydowskiej w Niemczech.

"Konflikt na Bliskim Wschodzie nie ma nic wspólnego ze społecznością żydowską w Niemczech" - oznajmił.

Wśród społeczności żydowskiej, jak zauważył "Suddeutsche Zeitung", narasta niepokój o bezpieczeństwo. "Każdy, kto pali flagę Izraela przed żydowską świątynią, w jasny sposób sprzeniewierza się naszym wysiłkom o pokojową koegzystencję" - powiedział Sharon Fehr, prezes żydowskiej społeczności w Muenster.

Prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier w rozmowie z dziennikiem "Bild" potępił antysemickie napaści oraz zapowiedział, że wobec sprawców zostaną wyciągnięte konsekwencje.

"Nic nie usprawiedliwia grożenia Żydom czy atakowania ich świątyń w Niemczech" - zaznaczył. Wskazał, że prawo niemieckie gwarantuje wolność słowa oraz manifestowania swoich poglądów.

"Ale każdy, kto pali flagi z gwiazdą Dawida na naszych ulicach i wykrzykuje antysemickie hasła nie tylko narusza prawo do demonstracji, ale też popełnia przestępstwo i musi zostać ukarany. Nie będziemy tolerowali nienawiści do Żydów w naszym kraju" - powiedział.