Przy ulicy Jabłunskiej w Buczy okupujący miasto rosyjscy żołnierze stworzyli „prawdziwą salę tortur”, a według ocalałych mieściła się tam kwatera główna kadyrowców, którzy wypalali ludziom oczy, odcinali części ciała i zamęczali na śmierć nie tylko dorosłych, ale również dzieci – podała agencja Ukrinform, cytując wpis Denisowej na Telegramie (https://t.me/denisovaombudsman/4912).

„Według władz miasta dotychczas potwierdzono, że w Buczy zabitych zostało łącznie 360 cywilów, w tym co najmniej 10 dzieci” – przekazała rzeczniczka praw obywatelskich Ukrainy.

Zdaniem Denisowej w oblężonym przez siły rosyjskie Mariupolu na południowym wschodzie Ukrainy Rosjanie intensywnie używają mobilnych krematoriów do spalania ciał zabitych mieszkańców i zacierania śladów swoich zbrodni.

Reklama

Według rzeczniczki praw człowieka Rosjanie zbierają ciała z ulic, a następnie spalają je w krematoriach. W ten sposób „oczyszczono” już kilka dzielnic.

Krematoria umieszczono w przemysłowej dzielnicy z magazynami, przy szosie Wołodarskiej. „Okupanci wykorzystują wielkie chłodnie magazynów do przechowywania ciał” – napisała Denisowa.

"Jeśli chodzi o zaginionych, to jak podliczyliśmy, jest ponad 15 tys. takich przypadków. Rejestrujemy je i dokładnie wiemy, gdzie, kto, jak się nazywał, w którym roku się urodził i gdzie zniknął” - oznajmiła.

Denisowa podkreśliła, że na razie trudno podać dokładną liczbę osób zamordowanych, czy zgwałconych przez rosyjskich okupantów. Oceniła przy tym, że gwałty na kobietach, dzieciach, nastolatkach i osobach starszych są traktowanie przez wojska rosyjskie jako rodzaj broni przeciw Ukraińcom.

„Robią to specjalnie, krzywdzą tak bardzo nasze dziewczęta, bo chcą doprowadzić do tego, żeby nie dopuściły więcej do siebie żadnego mężczyzny, żeby naród ukraiński w ogóle się nie rodził” – oznajmiła rzeczniczka.

Zaznaczyła, że do jej biura zwraca się wiele dziewcząt, które zostały zgwałcone i teraz są w ciąży, z pytaniem, co mają robić. „Mamy grupę wsparcia psychologicznego przy biurze rzecznika i podaliśmy na stronie telefon. Nasi psycholodzy i psychoanalitycy są już przeciążeni takimi przypadkami i najpewniej im także jest już potrzebna psychologiczna pomoc, bo trudno znieść te wszystkie historie, jakie są im opowiadane, i wesprzeć tych ludzi” – powiedziała Denisowa.