Reklama

W ubiegłym tygodniu szef KPRM Michał Dworczyk poinformował, że doszło do ataku hakerskiego na prywatną skrzynkę mailową i media społecznościowe jego i jego żony. W środę odbyły się tajne obrady Sejmu, gdzie przedstawiona została informacja rządu w sprawie cyberataków, które dotknęły Polskę.

Tomczyk w czwartek w Radiu Plus podkreślił, że na niejawnym posiedzeniu jako pierwszy głos zabrał szef KPRM. "Byłem przekonany, że minister Dworczyk złoży dymisję w związku z tym, że posługiwał się swoim prywatnym mailem w celach służbowych, de facto przekazując tajne informacje. To się niestety nie stało" - powiedział Tomczyk.

W jego ocenie "w każdym normalnym kraju demokratycznym rząd podałby się w tej sytuacji do dymisji". Jego zdaniem na pewno powinien to zrobić minister Dworczyk, a także sekretarz stanu w KPRM ds. informatyzacji i pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa Janusz Cieszyński. Na uwagę, że Cieszyński za cyberbezpieczeństwo odpowiada od tygodnia, Tomczyk odparł: "Ale wczoraj mógł przekazać jakiekolwiek dane posłom".

Poseł zaznaczył, że klub KO podtrzymuje wniosek o wyrażenie wotum nieufności m.in. szefowi KPRM, który złożony został w związku z raportem Najwyższej Izby Kontroli dotyczącym organizacji wyborów korespondencyjnych. "Myślę, że argumentów jest aż nadto i ten człowiek powinien zrezygnować sam" - podkreślił Tomczyk.

Zapowiedział też wniosek o odtajnienie dyskusji ze środowych obrad Sejmu. "Dzisiaj złożymy wniosek o posiedzenie komisji ds. służb specjalnych, a także wniosek o odtajnienie tej dyskusji, która była wczoraj. Myślę, że opinia publiczna powinna zobaczyć, jak bezradne jest dzisiaj polskie państwo, które w żaden sposób nie zamierza de facto reagować poza tym, że zwołało niejawne posiedzenie Sejmu, na którym żadnych informacji niejawnych nie było" - powiedział szef klubu KO.

"Wczorajsze utajnione posiedzenie Sejmu to była po prostu jedna gigantyczna farsa. Tam nie padła żadna informacja, która mogła być klauzulowana" - stwierdził poseł. Według niego posiedzenie w tej formie zostało zwołane po to, aby "zrobić taką oto szczepionkę" i nie mówić o wyciekach opinii publicznej.

Sprawa cyberataków na Polskę zaistniała w opinii publicznej w ubiegłym tygodniu. Wówczas Dworczyk oświadczył na Twitterze, że w związku z doniesieniami dotyczącymi włamania na jego skrzynkę email i skrzynkę jego żony, a także na ich konta w mediach społecznościowych, poinformowane zostały stosowne służby państwowe. Podkreślił jednocześnie, że "w skrzynce mailowej będącej przedmiotem ataku hakerskiego nie znajdowały się żadne informacje, które miały charakter niejawny, zastrzeżony, tajny lub ściśle tajny".

We wtorek zastępca rzecznika PiS Radosław Fogiel przekazał na Twitterze, że ktoś podjął próbę wyłudzenia danych dostępowych do poselskich maili. "Każdy może być narażony, a w kwestiach bezpieczeństwa w sieci odbywa się ciągły wyścig zbrojeń" - dodał.

Rzecznik rządu Piotr Müller mówił we wtorek, że premier Mateusz Morawiecki zwrócił się o zwołanie niejawnego posiedzenia izby, aby posłowie mogli zapoznać się z materiałami, które mają "charakter klauzulowany". Pytany czy ktoś inny z rządu, oprócz szefa KPRM, padł ofiarą ataków cybernetycznych, odparł, że na ten moment może powiedzieć tylko, że "jeżeli chodzi o ataki cybernetyczne, to ich skala jest szeroka i nie dotyczy tylko ministra Dworczyka, nie dotyczy tylko członków rządu, nie dotyczy tylko partii PiS, dotyczy szerokiej grupy osób".