Jeżdżą na zagraniczne wakacje, remontują mieszkania, pracują na całego… w taki sposób niektórzy „kurują się” na zwolnieniach lekarskich. Ale kłamstwo ma krótkie nóżki, a ZUS ma nowe sidła na chorych, którzy są. Swoją kontrolną śrubę dokręcają tez firmy.
Hulaj dusza, piekła nie ma. Tak zdają się mówić amatorzy lewych zwolnień lekarskich, którzy chorobowe traktują jak dodatkowy urlop. Robią kursy prawa jazdy, pracują na czarno, remontują mieszkania, jeżdżą na zagraniczne wakacje, oddają się zakrapianej rekreacji. Niektórzy naciągacze naprawdę potrafią pojechać po bandzie.
Ogólnopolską sławę zyskał sobie przedsiębiorca pogrzebowy z województwa kujawsko-pomorskiego, który na L4 pracował na całego. Miał pecha, bo kontrolerzy ZUS postanowili sprawdzić czy się należycie kuruje. Spanikowany przedsiębiorca schował się do… trumny. Całkiem zdrowy jednak nie był. Zdradził go kaszel i oszustwo wyszło na jaw. - Te wszystkie historie wydają się zabawne, ale w rzeczywistości to próba wyłudzenia pieniędzy tych wszystkich, którzy płacą zdrowotne składki zdrowotne. Skala zjawiska okazuje się znacznie większa, niż mogłoby się wydawać.
Jak szacuje Cezary Bachański z Warsaw Enterprise Institute, od 30 do nawet 50 proc. Polaków korzystało z fikcyjnego zwolnienia lekarskiego albo zna osobę, która zrobiła to przynajmniej raz. To oznacza nie tylko straty dla systemu świadczeń, ale również bardzo konkretne koszty dla przedsiębiorstw zmuszonych organizować zastępstwa i radzić sobie z dezorganizacją pracy.
Zmienił się także sam charakter kontroli
Jeszcze niedawno możliwości kontrolowania zwolnień lekarskich były bardziej ograniczone. W praktyce ZUS najczęściej skupiał się na mniejszych przedsiębiorstwach zatrudniających do 20 pracowników. Obecnie wielkość firmy nie ma już znaczenia, a inspektorzy mogą sprawdzać pracowników również w dużych organizacjach.
Zmienił się także sam charakter kontroli. Nie ogranicza się ona wyłącznie do wizyty pod adresem wskazanym na zwolnieniu lekarskim. Kontrolerzy mogą dziś sprawdzać również miejsca związane z działalnością gospodarczą chorego, a także inne lokalizacje, jeśli istnieje podejrzenie, że osoba przebywająca na L4 wykonuje pracę lub wykorzystuje zwolnienie niezgodnie z jego przeznaczeniem.
Rozszerzony została też zakres świadczeń objętych nadzorem. Kontrole dotyczą już nie tylko klasycznych zwolnień lekarskich, ale również zasiłków chorobowych, świadczeń rehabilitacyjnych oraz zasiłków opiekuńczych. W praktyce oznacza to, że niemal każda usprawiedliwiona nieobecność związana ze stanem zdrowia może zostać dokładnie zweryfikowana.
ZUS wykorzystuje sztuczną inteligencję
Nowe przepisy przyznały Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych znacznie szersze uprawnienia niż wcześniej. ZUS może obecnie żądać dokumentacji medycznej zarówno od lekarzy wystawiających zwolnienia, jak i od placówek medycznych. Celem jest sprawdzenie, czy osoba pobierająca świadczenie rzeczywiście była niezdolna do pracy.
Kontrola nie kończy się jednak na analizie dokumentów. Inspektorzy oceniają również zachowanie osoby przebywającej na zwolnieniu i sprawdzają, czy nie wykonuje ona czynności sprzecznych z celem L4. W przypadku zasiłków opiekuńczych możliwe jest dodatkowo ustalenie, czy w gospodarstwie domowym nie ma innych osób mogących zapewnić opiekę choremu dziecku lub członkowi rodziny.
Coraz większą rolę odgrywają także nowoczesne technologie. ZUS przetwarza rocznie około 200 terabajtów danych, w tym nawet 2 miliony zwolnień lekarskich miesięcznie. W analizie pomagają algorytmy oraz narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję, które potrafią wykrywać powtarzalne schematy absencji i automatycznie wskazywać przypadki wymagające dokładniejszej kontroli.
Zobacz też: Pierwsze pieniądze, pierwsze decyzje. Jak bezpiecznie wprowadzić dziecko w świat finansów
Tak firmy monitorują nieobecność pracowników
Coraz aktywniejsi są także sami pracodawcy. Firmy zgłaszające do ubezpieczenia chorobowego więcej niż 20 osób mają prawo kontrolować prawidłowość wykorzystywania zwolnień lekarskich i coraz częściej korzystają z zaawansowanych narzędzi analitycznych. – W tym celu korzystają z nowoczesnych narzędzi monitorujących liczbę pobieranych L4 i umożliwiających szybkie oraz skuteczne analizowanie wzorców nieobecności, a także identyfikowanie potencjalnych nadużyć, kierując pracowników do kontroli, co w dłuższej perspektywie obniża absencje i przynosi znaczące oszczędności” – wyjaśniał Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy i prezes firmy doradczej Conperio.
Na rynku pojawia się coraz więcej wyspecjalizowanych aplikacji służących do monitorowania absencji pracowników. Dzięki nim menedżerowie mogą szybciej wychwytywać nietypowe schematy zwolnień i kierować wybrane przypadki do szczegółowej weryfikacji.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu