Kupowane przez Polskę nowe okręty podwodne mogą być pozbawione możliwości wystrzeliwania pocisków manewrujących i bazować będą jedynie na torpedach oraz minach. Ministrowie obrony Polski i Szwecji zapewniają, że rozmowy o konkretach nadal trwają, a Szwedzi kuszą Polskę kolejnymi zakupami i inwestycjami.
Okazją do podkreślenia polsko-szwedzkiej współpracy zbrojeniowej było środowe spotkanie ministrów obrony obu państw, jakie zorganizowano w Gdyni. Stojąc na tle wysłużonego ORP Orzeł i szwedzkiego okrętu podwodnego A19, politycy przekonywali o konieczności wspólnego zwalczania zagrożeń na Morzu Bałtyckim.
Szwedzi obiecują, że dadzą dostęp polskim firmom
Występując na wspólnej konferencji prasowej, wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz oraz minister obrony Szwecji, Pal Jonson zaznaczali, jak ważna dla obydwu krajów jest współpraca wojskowe. Szwedzki polityk dostrzegł „przywództwo Polski w inwestycjach w zbrojenia i w sektor obronny” i zapowiedział pogłębienie współpracy.
- Jesteśmy też niezwykle zadowoleni z tego, że mogliśmy od was kupić przeciwlotnicze zestawy przenośne Piorun i dzięki nim możemy chronić naszych żołnierzy. Poza tym nie możemy się doczekać pogłębienia naszej współpracy w zakresie przemysłu. To jest taka dwukierunkowa wymiana. Wy dajecie dostęp dla szwedzkich firm w Polsce i my chcemy zrobić to samo na rynku szwedzkim – mówił Pal Jonson.
Na razie jednak w kwestii wzajemnych zakupów wojskowych prowadzić wydają się Szwedzi. Od nas kupili co prawda Pioruny z 1,1 mld zł, ale my wydaliśmy o wiele więcej na szwedzkie samoloty wczesnego ostrzegania, czy granatniki Carl-Gustaf M4 (za 6,5 mld zł). W tle zaś jest jeszcze większe zamówienie, a mianowicie 3 okręty podwodne (wartości ponad 10 mld zł). Nie dziwi zatem, że właśnie temat okrętów podwodnych znalazł się w centrum czwartkowej dyskusji polityków. Wicepremier Kosiniak-Kamysz, stojąc na tle szwedzkiego okrętu A-19, podkreślał zalety współpracy w tej dziedzinie.
- Wejście do portu w Gdyni okrętu podwodnego Marynarki Wojennej Królestwa Szwecji ma symboliczne znaczenie. Jest ono nie tylko wyrazem sojuszniczych umiejętności i zdolności, nie tylko wyrazem wzajemnej chęci podnoszenia swoich umiejętności, wspólnych ćwiczeń i odpowiedzialności jednych za drugich, ale jest też symbolem umowy, którą zawarliśmy z panem ministrem pod koniec ubiegłego roku. Polska po wielu latach prowadzenia programu Orka dochodzi do finału realizacji zakupu nowych okrętów podwodnych – mówił wicepremier.
Polska Orka na razie bez groźnej broni
Podpisana pod koniec 2025 r. międzyrządowa umowa nie oznacza jednak, że Polska ostatecznie zdecydowała się na zakup szwedzkiego produktu. Propozycja naszego północnego sąsiada zdobyła co prawda uznanie komisji oceniającej wnioski, lecz pod uwagę brano nie tylko zdolności bojowe nowych jednostek. Ważnym elementem była też przyszła współpraca przemysłowa i to, ile polska gospodarka będzie mogła zyskać na wyborze właśnie tej propozycji. Dopiero w połowie marca Agencja Uzbrojenia otrzymać ma od koncernu Saab formularz dotyczący warunków realizacji programu Orka, a podpisanie umowy wykonawczej spodziewane jest do końca czerwca.
Tymczasem mimo okrągłych słów, jakie padają z ust polityków, o przyszłym polskim okręcie podwodnym dowiadujemy się coraz to nowych rzeczy. Kilka szczegółów ujrzało światło dzienne podczas zorganizowanego pod koniec lutego wspólnego posiedzenia sejmowych komisji gospodarki morskiej i obrony. Posłowie mogli się tam dowiedzieć, iż w procesie negocjacji, których celem jest opracowanie umowy na okręty podwodne, nie są poruszane kwestie dotyczące wyposażenie ich w pociski manewrujące. Potrzebę taką zgłaszała pierwotnie część wojskowych. Teraz wystarczyć mają jedynie torpedy 533 mm oraz moduły, umożliwiające stawianie min i organizowanie operacji nurków sił specjalnych.
- Jeżeli chodzi o rakiety manewrujące, w tej chwili nie są one brane pod uwagę jako uzupełnienie tego uzbrojenia, które będzie w ofercie szwedzkiej. Natomiast powiem tak. Rakiety manewrujące to jest w tej chwili przyszłość. Nie wykluczamy możliwości wejścia w te rakiety w przyszłości. Ze wstępnych rozmów, które prowadzimy wynika, że producent szwedzki przewiduje miejsce na ewentualne doposażenie rakiet. Czyli takie miejsce, żeby użyć tych środków bojowych z okrętów A26 – mówił podczas posiedzenia komisji kontradmirał Włodzimierz Kułagin.
Okręt podwodny dostanie rakiety? Ekspert ma pewne wątpliwości
Obietnica dobudowania do powstających okrętów podwodnych modułów, umożliwiających korzystanie z pocisków manewrujących jest co prawda ciekawa, jednak w ocenie ekspertów z pewnością nie będzie dotyczyć pierwszej z budowanych maszyn.
- Jeżeli pierwszym polskim okrętem ma być jeden z tych, które są teraz budowane dla szwedzkiej Marynarki Wojennej, to byłoby to zbyt skomplikowane, aby w trakcie budowy zmieniać projekt i przygotowywać tę jednostkę do pocisków manewrujących. Wydaje mi się, że skoro nasz termin przekazania pierwszego okrętu jest wcześniejszy, niż termin przekazania go dla szwedzkiej marynarki, i to bez pocisków manewrujących, to trudno oczekiwać, aby nasz miał te pociski – mówi DGP Mariusz Cielma, redaktor naczelny Nowej Techniki Wojskowej.
Szwecja namawia do SAFE. Sama ma inny plan
Podczas czwartkowego spotkania w Gdyni nie zabrakło pytań o unijny program pożyczkowy SAFE, wokół którego w Polsce obecnie toczy się polityczny bój. Rządzący przekonują, iż skorzystanie z tych pożyczek to szansa dla Wojska Polskiego, tymczasem opozycja proponuje własny pomysł – roboczo nazwany „SAFE 0 proc.”. Szwedzki gość jednoznacznie opowiedział się za unijnym mechanizmem wzmacniania armii.
- Jeżeli chodzi o Szwecję, to wspiera całym sercem program SAFE. Myślę, że to jest istotne, ażeby Europa mogła wzmocnić swoje zdolności obronne i przejąć większą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo. I rzeczywiście mechanizm SAFE pozwala nam zagwarantować finansowanie na szybkie dozbrojenie Europy, abyśmy mieli większe możliwości odstraszania. Zatem w pełni popieramy mechanizm SAFE – mówi Pal Jonson.
Dwa tygodnie wcześniej ten sam polityk wyjaśniał, że jego kraj nie będzie korzystał z programu SAFE. I to pomimo tego, że też znacząco zwiększa wydatki na obronność i do 2035 r. zamierza pożyczyć 30 mld euro. Dlaczego?
- Nie bierzemy udziału w tym programie nie dlatego, że jest zły, ale dlatego, że mając trzeci najniższy dług w Unii Europejskiej, możemy pożyczać na rynkach międzynarodowych na warunkach korzystniejszych, niż sama Unia – mówił pod koniec lutego szwedzki minister obrony.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu