Czy wiedzą państwo, jak brzmi dźwięk grabi uderzających o głowę, gdy się na nie ponownie następuje? Wczytajmy się w słowa Stanisława Karczewskiego, marszałka Senatu, który zaliczył właśnie bliskie spotkanie z grabiami.
„Rozmowa [z Aleksandrem Łukaszenką] była dobra, była serdeczna. I dużo dłuższa od planowanej, bo rozmawialiśmy grubo ponad godzinę (...). Zależy absolutnie panu prezydentowi Łukaszence na interesie Białorusi, to widać. I widać to, że jest człowiekiem takim ciepłym, o tak, jeśli mógłbym określić to spotkanie w olbrzymim pałacu (...). Chwilę czekałem na pana prezydenta (...). [Na Białorusi] nie ma w tej chwili więźniów politycznych. Byli i nie ma, wie pan, to nie ma tematu” – mówił na antenie Radia Zet po powrocie z Mińska.
Białorusini w takich sytuacjach mówią, że ktoś dał sobie nawinąć makaron na uszy. Łukaszenka jest w tym mistrzem. Znakomicie potrafi dostosować przekaz do rozmówcy. Zachodowi skarży się na Rosjan, Rosję zapewnia o wieczystej przyjaźni. Wystarczyło, by marszałek wylądował na zmodernizowanym lotnisku w Mińsku, przejechał się przyzwoitą autostradą, zobaczył odnowione fasady w stolicy. Jeśli ma dobry wzrok, zauważył czyste chodniki i wiedział już, że trafił – jak śpiewał tamtejszy zespół RockerJoker – do „najczystszego miejsca na globusie”. Potem Łukaszenka zgodnie ze wschodnią tradycją go zmiękczył, przetrzymując na korytarzu („chwilę czekałem...”). I dalej przekonywał, do jakiego raju trafił.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.