Zamieszanie związane z powrotem delegacji rządowej z Londynu nie jest jedynym przykładem lichej organizacji zagranicznych wizyt polskich VIP-ów. Tupolewizm, który zdefiniowaliśmy jako metodę działania ze zbyt dużą dawką nieprzewidywalności, nie jest chorobą zarezerwowaną dla konkretnego ugrupowania politycznego.
To zjawisko uniwersalne, ponadpartyjne. Akceptowane, mimo powszechnego poczucia, że tak być nie powinno. Że kiedyś to się może źle skończyć. Szczególnie w kraju tak doświadczonym, jak Polska.
Po poniedziałkowej publikacji w DGP swoje doświadczenia z wizyty w Watykanie opisał na stronie internetowej „Rzeczpospolitej” Tomasz Krzyżak. Odezwali się do nas również rozmówcy, którzy przedstawili wydarzenia już po 10 kwietnia, które trudno zakwalifikować inaczej niż jako tupolewizm. Wszystkie dotyczyły najważniejszych osób w państwie. Zacznijmy jednak od relacji redaktora Krzyżaka. Swój tekst tytułuje: „Loty vipów: skończmy wreszcie z fikcją”. Pisze w nim o żenującej sytuacji z bagażami dziennikarzy, które najpierw zaginęły, by potem cudownym trafem się odnaleźć. Ostatecznie – jak relacjonuje – walizek przez kilka godzin pilnowali piloci rządowego embraera.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.