Vladimir Plahotniuc. Ballada o człowieku, który ukradł państwo

Zaplanowane na niedzielę wybory prezydenckie w Mołdawii, niezależnie od wyniku, wygra człowiek, który nawet w nich nie kandyduje. Vladimir Plahotniuc, oligarcha, a formalnie tylko poseł, kontroluje najważniejsze firmy, służby specjalne, wymiar sprawiedliwości i niemal całą scenę polityczną.

2708356-i02-2016-210-000002200.jpg

To historia człowieka, któremu jeszcze kilka lat temu nie podawano w Kiszyniowie ręki. Jak przekonywali nasi mołdawscy rozmówcy, Vlad Plahotniuc, jeden z najbogatszych Mołdawian, zaczynał „w sutenerce”. Ludzie z tej branży nie cieszą się szacunkiem na mieście. Jednak dziś stare opowieści o nocnych klubach, do których ściągano VIP-ów z sąsiednich państw, to już historia. Legendę o cwaniaku w skórzanej kurtce zastąpiła opowieść o filantropie, który spotyka się z najważniejszymi dyplomatami świata.

Vlad Plahotniuc z roku 2016 jest człowiekiem sukcesu: ma pełnię władzy i pieniądze, a jego najpoważniejsi rywale siedzą w więzieniach albo na emigracji. Ale to zarazem twarz porażki. Przede wszystkim Zachodu. Bo los oligarchy jak w soczewce skupia słabości polityki wobec byłych republik radzieckich. Przede wszystkim naiwną wiarę w to, że podpisana umowa stowarzyszeniowa z UE jest gwarancją modernizacji państwa.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381499mega.png