Agresywna postawa Rosji wymusiła na Helsinkach i Sztokholmie aktywniejszą politykę w zakresie bezpieczeństwa.
Aneksja Krymu i agresja przeciw Ukrainie została odebrana szczególnie źle w Helsinkach, które współdzielą z Rosją granicę o długości 1,3 tys. km. W odpowiedzi fińscy politycy postanowili zacieśnić współpracę w zakresie bezpieczeństwa ze Szwecją, a także z innymi krajami Zachodu. Ale idée fixe ministra obrony Jussi Niinistö pozostaje porozumienie o takiej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Polityk nie ukrywa, że bardzo zależy mu na tym, aby podpisać je jeszcze przed wyborami prezydenckimi w USA 8 listopada.
Niinistö chce w ten sposób uniknąć niepewności związanej z nową ekipą w Białym Domu. Każda nowa administracja potrzebuje bowiem odrobiny czasu, aby się zebrać i okrzepnąć. Może to oznaczać kilkumiesięczne opóźnienie w zawarciu porozumienia, nawet jeśli przy Pennsylvania Avenue zamieszka sprzyjająca transatlantyckiej współpracy Hillary Clinton. Porozumienie zaś może nie dojść do skutku, jeśli 45. prezydentem USA zostanie Donald Trump, w którego kampanijnych wypowiedziach nieraz pobrzmiewały izolacjonistyczne nuty. W związku z tym obecny lokator Białego Domu jest najlepszym gwarantem zawarcia fińsko-amerykańskiego porozumienia.