Samodzielny Wydział Poszukiwań Instytutu Pamięci Narodowej (IPN) pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, pełnomocnika prezesa IPN ds. poszukiwań nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, poszukiwania na terenie starego lotniska w pobliżu miejscowości Stary Grodków (Opolskie) zaczął w tym roku trzy tygodnie przed Wielkanocą. Na pierwsze ludzkie szczątki w tym miejscu natrafiono 17 marca.

Jak powiedział PAP prof. Szwagrzyk - już po świętach na terenie poszukiwań został odnaleziony rów o długości ok. 7 metrów i szerokości ok. 70-80 cm, w którym natrafiono na szereg szczątków ludzkich. Prof. Szwagrzyk podał w środę, że tym masowym dole znaleziono dotąd m.in. 18 czaszek. „Prace ciągle trwają. Nie potrafię obecnie powiedzieć, czy mamy w nim dwie czy trzy warstwy szczątków ludzkich, które w tym dole zostały ułożone. Jest ich tam naprawdę dużo” – relacjonował.

Zaznaczył, że obecnie można mówić o odnalezieniu w sumie szczątków co najmniej 20 osób. Podkreślił jednak, że liczba ta najprawdopodobniej może wynieść dużo powyżej dwudziestu.

Reklama

Już przed Wielkanocą prócz ludzkich szczątków w Starym Grodkowie znaleziono też np. orzełki z czapek wojskowych, ryngrafy, sporo amunicji czy fragmenty oprzyrządowania wojskowego, takie jak klamerki czy sprzączki oraz elementy charakterystycznych pasów. Wszystkie odnalezione wówczas szczątki – a mowa była wtedy o tym, że należą one do co najmniej ośmiu osób - były zakopane w niewielkich dołach średnicy ok. 80 cm, znajdujących się w odległości ok. 10-15 metrów od fragmentów odnalezionego również w tym miejscu spalonego baraku.

W ostatnich dniach badacze natrafili na kolejne rzeczy osobiste przy znajdowanych szczątkach. Odkryto fragmenty następnych ryngrafów, ale też np. obrączkę męską, pierścionek czy papierośnicę z fragmentem gazety w języku polskim.

Reklama

Na pierścionku widać napis „JW” albo „WJ”. „Litery na siebie nachodzą, więc trudno określić jaka powinna być właściwa ich kolejność” – mówił PAP prof. Szwagrzyk. Dodał, że pierścionek ten mógł należeć do jednej z dziewczyn z oddziału, które trafiły w roku 1946 do Starego Grodkowa wraz z tzw. drugą grupą oddziału Bartka przywiezioną na Opolszczyznę, ale mógł być także pamiątką, która została dana narzeczonemu czy ukochanemu przez dziewczynę gdzieś na terenie Podbeskidzia.

„Są to niezwykle cenne dla nas przedmioty, które zabezpieczamy. Będziemy je konserwować, a potem postaramy się z nich odczytać jakieś monogramy czy informacje" – powiedział prof. Szwagrzyk i przyznał, że przedmioty te mogą pomóc w identyfikacji znalezionych szczątków.

Do Starego Grodkowa w 1946 r. miała trafić druga w kolejności grupa żołnierzy oddziału Bartka, która wyjechała z Podbeskidzia w 1946 r. na Opolszczyznę. Tam została umieszczona w baraku i w czasie snu wysadzona w powietrze.

W przesłanym PAP w środę komunikacie asystent prasowa oddziału IPN w Katowicach Monika Kobylańska wyjaśniła, że z uwagi na odnalezione wcześniej przedmioty w postaci odznak wojskowych oraz ryngrafów, jak i wcześniejsze ustalenia dokonane w ramach śledztwa prowadzonego przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach, „zachodzi uzasadnione podejrzenie, iż są to szczątki żołnierzy oddziału Narodowych Sił Zbrojnych ze zgrupowania +Bartka+”.

„Według ekspertów z zespołu prof. Krzysztofa Szwagrzyka mechanizm urazu, który widzimy na tych szczątkach, jak najbardziej odpowiada temu, czego się spodziewaliśmy, czyli mechanizmowi działania ładunków wybuchowych. Stwierdzono też obrażenia postrzałowe” – dodała.

Poinformowała także, iż w dniach 4–6 kwietnia 2016 r. w Starym Grodkowie w czynnościach poszukiwawczych uczestniczyli prokuratorzy Oddziałowej Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach: prok. Ewa Koj i prok. Dariusz Psiuk oraz dyrektor Oddziału IPN w Katowicach dr Andrzej Sznajder.

Prof. Szwagrzyk zapewnił, że prace w Starym Grodkowie trwają i „będą trwały do skutku”. Pracują tam prócz badaczy IPN także wolontariusze, naukowcy z Muzeum Archeologicznego we Wrocławiu, saperzy z Brzegu oraz specjaliści z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu, gdzie trafiają odnajdowane szczątki. Tam też zostaną one przygotowane do analizy, a potem dokładnie przebadane. Po zakończeniu prac to analiza sądowo-lekarska ma dać ostateczną odpowiedź, do ilu osób należały znalezione przez IPN na Opolszczyźnie szczątki.

Symbolem mordów, których UB dokonało jesienią 1946 r. na ok. 160-200 żołnierzach NSZ z oddziału Bartka jest tzw. polana śmierci k. Barutu, nazywana też uroczyskiem Hubertus czy Śląskim Katyniem. Zdaniem badaczy IPN ok. 60 ludzi Bartka zostało zamordowanych k. Barutu, a pozostali właśnie w pobliżu Starego Grodkowa.

Według ustaleń IPN żołnierzy "Bartka" - wśród których nie było jego samego - przewieziono na Opolszczyznę we wrześniu 1946 r. pod pretekstem organizowanego przerzutu na Zachód. Miały to być w sumie trzy transporty liczące po ok. 60 osób. Jedną z trzech grup umieszczono w budynku w pobliżu polany śmierci, gdzie żołnierzom podano kolację, alkohol ze środkami nasennymi, a nad ranem rozbrojono, umieszczono w niewielkim budynku, tzw. baraniarni, i wysadzono w powietrze. Resztki fundamentów baraniarni są do dziś na polanie śmierci.

Prof. Szwagrzyk, pytany wcześniej czy IPN będzie też prowadził w tym roku poszukiwania właśnie w Barucie powiedział, że „bardzo by chciał”. „Nie przesądzam tego jednak do czasu, dopóki nie zakończymy prac w Starym Grodkowie” - zastrzegł. Dodał, że w jego opinii zakończenie prac w Starym Grodkowie da badaczom IPN „bardzo dużo informacji jak pracować w Barucie”.

Oddział "Bartka" był największym antykomunistycznym ugrupowaniem na Górnym Śląsku i w Beskidach. Liczył kilkuset żołnierzy i podobną liczbę współpracowników. Stoczył wiele walk. Najgłośniejszą akcją było zajęcie 3 maja 1946 r. miejscowości Wisła w Beskidach.

Od lipca 1946 r. w oddziale działali agenci bezpieki. Ubecy podając się za przedstawicieli sztabu Obszaru Zachodniego NSZ zorganizowali fikcyjny przerzut części zgrupowania na zachód. W ten sposób w trzech transportach we wrześniu 1946 r. wywieziono i zamordowano w okolicach Starego Grodkowa i Baruta co najmniej 167 partyzantów. Była to jedna z najkrwawszych egzekucji UB.

Sam Henryk Flame ujawnił się w 1947 r. Zginął 1 grudnia 1947 w Zabrzegu, zabity przez miejscowego milicjanta.