Konflikt w Syrii nie przestaje zaskakiwać. Okrucieństwem, gdy prezydent Baszar al-Asad nie zawahał się użyć broni chemicznej przeciw cywilom. Konsekwencjami, bo umożliwił powstanie grupy terrorystycznej na tyle silnej, że była w stanie wykroić sobie kawałek terytorium na Bliskim Wschodzie i stworzyć quasi-państwo z własną administracją, policją, służbami socjalnymi i technicznymi. Zasięgiem, bo z Syrii rozlał się na jedną trzecią sąsiedniego Iraku, którego armia do dzisiaj nie jest w stanie przegnać ze swojego terytorium terrorystów z Państwa Islamskiego. Bliskością, kiedy Morze Egejskie masowo zaczęli przekraczać syryjscy uchodźcy, których Organizacja Narodów Zjednoczonych nie była w stanie wyżywić w obozach w Turcji i w Libanie. Niemocą, kiedy mocarstwa Zachodu nie były się w stanie dogadać odnośnie do tego, co tak właściwie w Syrii chcą osiągnąć. A teraz rosyjską interwencją.
Pomimo tego jeszcze do niedawna wydawało się, że konflikt syryjski może mieć się ku końcowi. Wojska wierne prezydentowi Baszarowi al-Asadowi poniosły bowiem serię porażek, zarówno z rąk demokratycznej opozycji, jak i ugrupowań terrorystycznych. Pojawiła się nadzieja, że w Damaszku pojawi się opozycja, która pod wpływem porażek zacznie martwić się o własny los. W takiej sytuacji obalenie al-Asada od wewnątrz i zajęcie miejsca przy stole rozmów dawałoby zbuntowanym szansę na utrzymanie resztki wpływów w nowym rozdaniu. Nadzieja była również taka, że podobną logiką będą kierować się sojusznicy Asada, przede wszystkim Iran. Nadzieja podparta była fundamentalną dla dyplomacji zasadą: lepiej mieć coś niż nic. Lepiej mieć udział w budowie nowego porządku, niż pozwolić innym urządzać Syrię po swojemu. Interwencja Moskwy, przynajmniej chwilowo, rozwiała te nadzieje.
Strategiczne cele, jakie stawia Moskwa przed interwencją w Syrii, są jednak inne. Rosjanie oczywiście chronią swoje wpływy w regionie i status quo w kraju, który od dawna ma opinię ich sojusznika. Kreml jednocześnie chce pokazać, że – jak przystało na supermocarstwo – jest w stanie „projektować siłę na odległość”. To w tym celu m.in. w weekend na Syrię spadł deszcz rakiet typu Cruise odpalonych ze statków na Morzu Kaspijskim. Moskwa daje również do zrozumienia, że wciąż jest w stanie efektywnie psuć szyki Waszyngtonowi i że USA nie mają wolnej ręki w polityce zagranicznej. Władimir Putin włożył stopę w bliskowschodnie drzwi – i nawet jeśli na Kapitolu lub w Białym Domu ktoś myślał, że Syrię uda się poukładać po wojnie bez udziału Kremla, to teraz te nadzieje się rozwiały. Wreszcie, jak wskazują analitycy z Ośrodka Studiów Wschodnich, wraz z interwencją w Syrii Rosja wygasiła konflikt w Donbasie, licząc, że z kraju zdjęte zostaną międzynarodowe sankcje. Zamrażając wschodnią Ukrainę, Moskwa chce upozorować konstruktywną postawę względem Kijowa.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.