Brytyjscy producenci mleka odnotowali pierwsze, na razie niewielkie zwycięstwo nad supermarketami. Farmerzy zarzucają im, że zaniżają ceny skupu mleka poniżej granicy opłacalności, ale sprzedają je w swoich sklepach z niemal czterokrotnym przebiciem.
Solidarny protest podjęły związki farmerów z Anglii Walii, Szkocji i Irlandii Północnej. Wzięły w nim nawet udział krowy, które w niedzielę wkroczyły do jednego z supermarketów w Stafford w zachodniej Anglii. Farmerzy skarżą się, że dostają w skupie średnio 24 pensy za litr, podczas gdy ich koszty własne sięgają 30 pensów.
- Brytyjska służba zdrowia już nie będzie płacić za leczenie imigrantów i turystów w ich krajach
- Po wakacjach w Wielkiej Brytanii zacznie się polowanie na nielegalnie zatrudnionych imigrantów
- Londyn: Eurotunel nadal nie jest szczelny. Do Anglii można się dostać przez boczną furtkę
- Raport w sprawie katastrofy MH17 na ukończeniu. Ukraińscy separatyści zestrzelili malezyjski samolot?
Protest był wymierzony w gałąź amerykańskiego giganta Morrisons, który oferował farmerom szczególnie złe warunki skupu. W zamian za zawieszenie blokady magazynów dystrybucyjnych i akcji usuwania przez farmerów mleka ze sklepów, dyrekcja firmy poszła na ustępstwa. Od jesieni na półkach, obok mleka w normalnej cenie staną kartony z tym samym mlekiem droższym o 10 pensów. Nadruk będzie informował klientów, że to dodatek dla farmerów. Morrisons twierdzi, że da to konsumentom szansę bezpośredniego wsparcia producentów. Ale działacze związków farmerów chcą odzyskać część marży, jakie pobiera supermarket, a nie obciążać konsumentów i zapowiadają dalsze rokowania, które rozpoczną się w piątek.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu