Tsipras umie grać na kilku fortepianach. Warufakis wali w bęben
Reklama
Aleksis Tsipras to mistrz zakulisowych rozgrywek / Dziennik Gazeta Prawna
Janis Warufakis wali prawdę między oczy, co nie pod0ba się dyplomatom / Dziennik Gazeta Prawna
Dymisja ministra finansów Janisa Warufakisa wyznacza kres pewnej epoki w greckiej polityce. Po tym jak Warufakis odegrał rolę złego policjanta, czas na dobrego. W tę rolę będzie mógł się wcielić premier Aleksis Tsipras. To jednak nie znaczy, że Warufakis nie powróci w sequelu.
– To ktoś taki, kogo z łatwością moglibyśmy sobie wyobrazić jako bohatera filmu „Szklana pułapka 6” – zachłysnęła się swego czasu prowadząca niemieckiej stacji telewizyjnej ZDF. – George Clooney tego rządu – mówił z kolei Nikitas Kaklamanis, polityk opozycyjnej Nowej Demokracji. Muskularny, wygolony do czaszki, modnie ubrany 54-latek diametralnie odróżniał się od swoich brukselskich rozmówców. Jednak to nie styl najbardziej drażnił eurokratów.
– Nie mam zamiaru się ukorzyć ani iść na kompromisy zarówno co do zasad, jak i logiki – rzucił reporterom po powrocie z kolejnej rundy rozmów o nowym bailoucie Grecji. – Niech mnie diabli, jeśli zaakceptuję kolejny pakiet środków, które utrwalają ten sam kryzys – dodał. To samo powtarzał w gabinetach Brukseli i Berlina. Liczył się jeden cel: Eurogrupa miała poluzować narzucaną Grecji politykę oszczędności. Nic dziwnego, że już po pierwszym spotkaniu szef Eurogrupy Jeroen Dijsselbloem zapałał do Warufakisa szczerą niechęcią.
Tsipras mógłby z powodzeniem uchodzić za młodszego, radykalniejszego brata Warufakisa. 41-letni inżynier budowlany, były członek komunistycznej młodzieżówki, który jednemu z dwóch synów nadał drugie imię Ernesto na cześć Che Guevary. Od lat mieszka w bloku w Kipseli, robotniczej dzielnicy Aten. Paradoksalnie, w tym duecie to jednak Tsipras jest dobrym policjantem. Ujawnione w ostatnich dniach dokumenty z negocjacji z Eurogrupą pokazują, że to on kilkakrotnie oferował ustępstwa w nierzadko drażliwych kwestiach.
W przeciwieństwie do byłego już ministra finansów, szef Syrizy wydaje się mistrzem zakulisowych rozgrywek i budowania pozycji. Najlepszym przykładem jego własna partia – w 2004 r. Syriza była eksperymentem na skraju lewicy, a przy urnie poparło ją 3,3 proc. głosujących. Ale zapaść finansów i pierwszy bailout zmieniły tę sytuację. A Tsipras umiejętnie – i z żelazną konsekwencją – zaczął marginalizować co bardziej ekstremistyczne frakcje, a przed ostatnimi wyborami skutecznie przyciągnął znaczną grupę mainstreamowych polityków lewicy. W efekcie pół roku temu Syriza przypominała już klasyczną partię socjaldemokratyczną, co wyborcy nagrodzili 36 proc. głosów.
Nie był to ostatni raz, gdy symbol nowej generacji politycznej – jak określa się Tsiprasa – udowodnił, że potrafi grać na kilku fortepianach naraz. Teraz robi to na skalę europejską: potrafi pojawić się na wiecu, podczas którego pouczenia kanclerz Angeli Merkel są porównywane do poczynań niemieckich okupantów podczas II wojny światowej, ale też doskonale się czuje na berlińskich salonach.
I choć ta charyzma pewnie się w końcu zetrze, być może jesteśmy świadkami kolejnego gambitu w stylu Tsiprasa. Po niedzielnym referendum, jak się wydaje, karty zostały rozdane, a Grexit jest bardziej prawdopodobny niż kiedykolwiek wcześniej. Ale właśnie teraz Tsipras ma w rękach najmocniejsze karty – ustępstwa, na jakie wcześniej był skłonny pójść, są dziś warte znacznie więcej niż w ubiegłym tygodniu. Mało tego, zniknięcie Warufakisa – być może zaaranżowane przez obu polityków – może tym bardziej zachęcić trojkę do kompromisu, tym razem na greckich warunkach.
Ostatecznie, jeśli rodakom nie spodoba się rzeczywistość po referendum, Warufakis zawsze może powrócić. W końcu w styczniowych wyborach zagłosowało na niego więcej ludzi niż na któregokolwiek z rywali, a jego wpisy na Twitterze śledzi pół miliona użytkowników. Ta popularność to olbrzymi kapitał polityczny – można się spodziewać, że Tsipras nie pozwoli mu go zmarnować. ©?