Jesteśmy w stanie pomóc w ewakuacji polskich misjonarzy z Republiki Środkowoafrykańskiej - deklaruje minister spraw zagranicznych. Radosław Sikorski zaznaczył, że zależy to od samych zainteresowanych, czy się na to zdecydują. W rozmowie z dziennikarzami w Sejmie, szef polskiej dyplomacji zaznaczył, że rozumie dramat wyboru misjonarzy pomiędzy powołaniem, a własnym bezpieczeństwem.

Jak ojcowie przyznali, taką ofertę ewakuacji dwa tygodnie temu otrzymali i gdyby się na taką ewakuację zgodzili dzisiaj, to prawdopodobnie jeszcze jesteśmy w stanie ją wykonać, z pomocą sił francuskich - zapewnił Sikorski. Dodał, że sytuacja na wojnie domowej jest dynamiczna. Zaznaczył też, że to co jest w stanie dzisiaj obiecać, za 24 godziny może już być nieaktualne.

W ocenie ministra, sytuacja w Republice Środkowoafrykańskiej jest dramatyczna. To jest państwo upadłe, wszelkie instytucje państwowe poza stolicą nie działają: nie ma szkolnictwa, nie ma sądów, nie ma szkolnictwa, nie ma wojska - powiedział. Podkreślił, że MSZ musi realistycznie oceniać sytuację. A to oznacza - wyjaśnił - że jest to miejsce, w którym absolutnie nie wolno przebywać, w którym nie jesteśmy w stanie zapewnić ochrony.

Z informacji IAR wynika, że misjonarze nie zamierzają opuszczać Republiki Środkowoafrykańskiej, a na wyjazd decydują się kolejni. Trzy osoby - dwóch zakonników i świecka pielęgniarka - udało się tam na początku tygodnia. W sumie w pogrążonym w chaosie kraju jest teraz 39 polskich misjonarzy. Ewentualną ewakuację polskiej misji ma wspomagać Francja.