Wszyscy jesteśmy hejterami w internecie

Złość
ZłośćShutterStock
4 października 2013

Internetowe dyskusje to oaza kultury, dobrego wychowania i wiedzy. Chamstwo, agresja i nienawiść to nic nieznaczący margines. Niemożliwe? A jednak.

Nigdy w historii tak wielu nie zawdzięczało tak wiele złego tak niewielu. Parafraza słów Winstona Churchilla celnie oddaje mit, który pokutuje w naszej świadomości od zarania informatycznej sieci. Internetowe fora, blogi czy serwisy społecznościowe to ponoć szamba agresji, wylęgarnie przemocy i siedliska wulgarności. Dyskusje internautów ograniczać się mają do wykrzykiwania obraźliwych haseł nawołujących tylko do niszczenia i poniżania. W przestrzeń publiczną codziennie wystrzeliwane są ostrzeżenia o zdziczeniu wirtualnego świata, który zagraża naszemu człowieczeństwu. Celebryci płaczą przed kamerami, jak hejterzy zatruwają ich twórczość i życie, media pławią się we wstrząsających relacjach z tragedii zaszczutych cybermobbingiem dzieci, autorytety moralne dramatycznie apelują o powstrzymanie fali obłędu. Samozwańczy batmani internetu prześcigają się w pomysłach ratowania świata online – żądają totalnej cenzury i bezwzględnego karania, by wypalić ogniem hejt razem z korzeniami.

W tym szale polowania na czarownice nikną głosy rozsądku – nieśmiałych badań internetowej społeczności odkrywających zupełnie inny obraz cyfrowej przestrzeni. Obraz pełen normalności i nadziei. Obraz, z którego wynika, że rzekoma zgnilizna netu to nasze błędne wyobrażenie, skutek doskonale znanej psychologom heurystyki dostępności, mechanizmu postrzegania rzeczywistości polegającego na przypisywaniu znacznie większego prawdopodobieństwa zdarzeniom, które – choć występują jedynie okazjonalnie – łatwiej nam je przyjąć do świadomości, bo bliższe są naszym emocjom.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.