ikona lupy />
Zbigniew Parafianowicz kierownik działów kraj i świat / DGP
Minister Radosław Sikorski próbuje za uszy wciągnąć Mołdawię w unijną strefę wpływów. Promuje pomysł podpisania z Kiszyniowem umowy stowarzyszeniowej. Przy przesileniach politycznych lata do tej mało atrakcyjnej stolicy, by wspierać budowanie prounijnych koalicji rządowych. Mołdawia i separatystyczne Naddniestrze zajmują uwagę naszej dyplomacji w stopniu znacznie większym, niż mogłoby wynikać z przekazów medialnych. Jeśli Sikorskiemu uda się na trwałe przeciągnąć ten kraj na stronę unijną, wschodnia specjalizacja Polski w UE nie umrze. Zostanie potwierdzona. I rozszerzona na inne kraje. Sukces powiększy to, co potocznie nazywamy Zachodem. Uboga Mołdawia będzie mówiła i myślała w języku Mihaia Eminescu i Eliadego, a nie Fiodora Dostojewskiego.
Rosjanie i włodarze separatystycznego Naddniestrza doskonale zdają sobie sprawę z aktywności polskiej w regionie. Stąd zamieszanie ze szpiegiem. Stąd wzmocnienie służb specjalnych w Tyraspolu, a właściwie ich wymiana na rosyjskie FSB. Stąd rozbudowa lotniska w Naddniestrzu, tak by mogło przyjmować transportowce sił powietrznych Federacji Rosyjskiej.
Latem i jesienią, gdy będą ważyły się losy unijnych umów Kiszyniowa, afer szpiegowskich i incydentów zbrojnych w regionie będzie więcej. Moskwa i Tyraspol zrobią wszystko, by granica Zachodu nie przesunęła się pod Dniestr. Nie zdziwiłbym się, gdyby w regionie powtórzony został scenariusz gruziński z 2008 roku w wersji soft. Wówczas Mołdawia nie będzie się kojarzyła jedynie z księciem, który występował w „Dynastii”.