Hadaj: Premier firmuje bylejakość

Marcin Hadaj, szef sekretariatu redakcji
Marcin Hadaj, szef sekretariatu redakcji DGP / Wojciech Gorski
25 października 2012

Ostatni żart: dlaczego przez kilka dni mieliśmy w Warszawie potężne mgły? Parował Stadion Narodowy. Zapewne bardzo intensywnie parowały również głowy PR-owskich doradców premiera Tuska, w jaki sposób z kolejnej głupiej kompromitacji wybrnąć. No i góra urodziła mysz.

Minister Joanna Mucha sama weszła na stos i chciała się własnoręcznie podpalić (czytaj: podać do dymisji). Premier jednak zdecydował, że nikt nie będzie mu takich afrontów robił. Jeśli zechce Muchę odwołać, zrobi to sam z siebie i ani Mucha, ani żaden Kaczyński razem z jakimś Palikotem nie będą mu dyktowali, kogo ma wyrzucić, a kogo nie. Niczym ojciec litościwy przytulił, wybaczył i poklepał po główce. Teraz wszyscy znowu będą udawali, że problemu „basenu narodowego” nie było.

Udawanie, i to w najlepszym stylu Stanisława Barei, już zresztą się zaczęło. Przeprowadzona jedynie po to, by omamić czarnego polskiego luda, kontrola pomagierów premiera w resorcie sportu i Narodowym Centrum Sportu miała ostatnim ufającym w czyste intencje rządu w tej sprawie jedynie zamydlić oczy. Zrobimy, sprawdzimy, ustalimy i winni poniosą konsekwencje. Jak się skończyło? Jak zwykle, z tą tylko różnicą, że tak jak w cudowne metamorfozy Jarosława Kaczyńskiego nie wierzy już prawie nikt, tak i z tupania nóżką przez równie wiarygodnego dzisiaj premiera też możemy się pośmiać.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.