Henryk Domański, dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk o sobotnim marszu "Obudź się Polsko":

"Jarosław Kaczyński mówił przed marszem, że ma on być element pewnej strategii, której kolejnymi elementami ma być wystąpienie do Sejmu o wotum nieufności dla rządu, co w przyszłości ma zapewnić PiS możliwość wskazania kandydata na premiera. Myślę, że Kaczyński wie, że szanse na przeprowadzenie tego są niewielkie. Trudno zrobić gwałtowny przełom na polskiej scenie politycznej na korzyść PiS. W sobotnim marszu chodziło o zasygnalizowanie Polakom, że sytuacja państwa polskiego wymaga zasadniczych działań naprawczych, a jedyną siłą zdolną do takich działań jest PiS.

Marsz miał zademonstrować wolę społeczną. Jeżeli na ulicę wyszło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, to jest to swego rodzaju legitymizacja dla PiS-u jako partii opozycyjnej. Marsz miał uświadomić Polakom konieczność zmiany lub też podtrzymywać ich w takim stanie pewnej destabilizacji, pewnego zwątpienia w sprawującą władzę Platformę Obywatelską.

Zaangażowanie się Solidarności w marsz w obronie Telewizji Trwam było w pewnym sensie logiczne. Związek staje w obronie grupy, którą nazywa ludźmi pracy, ludzi pokrzywdzonymi - podobnie jak Solidarni2010 i PiS. Przez udział w marszu Solidarność chciała wzmocnić sojusz między tymi siłami, które stoją w opozycji do obozu rządzącego. Związek ustawił się w szeregach tej opozycji już dawno, choćby w sprawie zapowiadanego podniesienia wieku emerytalnego. Solidarność deklarowała, że będzie protestować, że zrobi wszystko, aby przywrócić stan sprzed uchwalenia tej ustawy i konsekwentnie to robi. Jako siła polityczna Solidarność szuka teraz potwierdzenia, że nie jest sama, że jest częścią silnego bloku politycznego.

Dotąd nie było w Polsce tak licznej demonstracji o takim natężeniu opozycyjności, a to dlatego, że sytuacja w Polsce w ostatnim czasie się zmieniła. Jeżeli nie podejmie się kroków zaradczych, to nastąpi katastrofa. Dlatego właśnie tylu ludzi wyszło na ulicę w poparciu dla opozycji. Wiedza o złej sytuacji w kraju w pewnym stopniu przeniknęła do świadomości także tych, którzy do tej pory nie byli takimi gorącymi zwolennikami PiS-u. Kaczyński liczy, że zyska sobie sympatyków po tej stronie, która do tej pory (...) jeszcze się wahała, kogo poprzeć.