Coraz więcej miast rezygnuje lub ogranicza wydatki na witanie nowego roku w plenerze - informuje "Rzeczpospolita"

Kryzys miejskich finansów każe oszczędzać także na powitaniu nowego roku. "Nie będzie koncertu, na który miasto wykładałoby 1,5 czy 2 mln zł. Zrobimy spotkanie mieszkańców, aby mogli złożyć sobie życzenia" - zapowiedział prezydent Krakowa Jacek Majchrowski. Na Rynku Głównym czeka ich zabawa przy odtwarzanej z płyt muzyce dance, a o północy pokaz sztucznych ogni. Koszt imprezy to ok. 150 tys. zł.

Także Łódź musi zaciskać pasa. Magistrat zaproponował pokaz fajerwerków w dzielnicach, co miałoby kosztować mniej niż 100 tys. zł. Ale radni jeszcze się nie zgodzili. "Nie chcemy wystrzelić w powietrze stu tysięcy złotych" - stwierdzili członkowie Komisji Promocji. Miejskiego sylwestra nie było w Łodzi także rok temu.

Skromniejszego sylwestra chce zorganizować również stolica. "W czasie kryzysu bardziej potrzebny jest chleb niż igrzyska" - mówi Agnieszka Kłąb z biura prasowego Urzędu Miasta Warszawy. Nazwisk artystów, którzy wystąpią na planowanym koncercie, jeszcze nie ujawnia. W ramach oszczędności do iluminacji ulic wykorzystane zostanie oświetlenie kupione w poprzednich latach.

Wyjątkiem są Katowice. "Sylwester będzie nawet o jakieś 20 proc. bogatszy niż temu" - zapowiada Mirosław Rusecki, zajmujący się promocją miasta.