Marczuk: Polityczne buldogi spierają się o drugorzędne sprawy

Bartosz Marczuk
Bartosz MarczukDGP
12 sierpnia 2011

Największe partie mówią wiele, ale nie o tym, co jest ważne dla wyborców. Słyszymy o Smoleńsku, o tym, że inwestorzy chwalą Polskę, ale nie o tym, jak zapisać dziecko do przedszkola czy utrzymać pracę.

Rośnie grupa Polaków niezdecydowanych na kogo głosować w najbliższych wyborach. Co trzeci badany deklaruje: nie wiem. To nie jest efekt wyjątkowej płochliwości czy labilności Polaków. Po prostu partie, w tym głównie dwie najważniejsze, mają im niewiele do zaoferowania. Zamiast zająć się rzeczywistymi problemami, lawirują między Smoleńskiem a odrealnionymi pomysłami na kryzys.

Na pierwszym planie, w starciu, dwa buldogi polskiej sceny politycznej – PO i PiS. Obydwie partie w przekazie, który dociera do wyborców, opowiadają rzeczy odrealnione. Donald Tusk od trzech lat koncentruje się na naszych sukcesach. Polska najpierw była zieloną wyspą, a teraz, gdy giełdy lecą w dół, a frank bije rekordy, premier organizuje konferencje prasowe, na których przekonuje: jest świetnie, zrealizowaliśmy już 90 proc. naszych potrzeb pożyczkowych, inwestorzy ufają naszej gospodarce. To dobrze, że premier uspokaja nastroje, ale aż prosi się, żeby powiedzieć: co dalej? Czy po wyborach będą strukturalne reformy, jaki mamy pomysł na ewentualną drugą falę kryzysowego tsunami, jaka jest idea sprawowania władzy. Jak rozwiązać rzeczywiste problemy Polaków – niemożność zapisania dziecka do przedszkola, śmieciowe umowy o pracę, bezrobocie, drogie podręczniki, długą kolejkę do lekarza. Znów więc mamy politykę tu i teraz.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Powiązane