Czy kolejny parlament wykaże się lepszą kompetencją w debacie ekonomicznej niż obecny? Sądząc z priorytetów partyjnych wyznaczanych podczas układania list wyborczych – raczej nie.
Jak Polska długa i szeroka trwa układanie list wyborczych. Emocje sięgają zenitu. Czy poseł Kalisz będzie jedynką w Warszawie? Czy rybnicka PO strawi narzuconą jej z centrali Joannę Kluzik-Rostkowską? Jaki chytry wyborczy plan miał Waldemar Pawlak, rozganiając zarząd Wałbrzyskiej Strefy Ekonomicznej i wstawiając do władz spółki osoby, których niezaprzeczalną zaletą jest twarde umocowanie w PSL? I wreszcie: co się dzieje w PiS? Ten spokój z listami wyborczymi na pewno jest pozorny i musi coś znaczyć. Bo PiS to partia, która zwykle publiczność czymś zaskakuje.
Niestety, przy okazji tego całego zgiełku towarzyszącego układankom na listach politycznych gwiazd wychodzi na jaw jedno: jeżeli podczas przyszłej kadencji Sejmu dojdzie do sporu tak fundamentalnego jak dyskusja wokół OFE, parlamentarzyści znowu nie będą partnerem w debacie. Nie pomniejszając ich różnorakich zalet, kompetencje ekonomiczne politycznych gwiazd są delikatnie mówiąc ograniczone. Stosunkowo najlepiej wygląda to jeszcze w PO, która pewnie, jak wszystko na to wskazuje, pozostanie u władzy. Czy będzie miała w Sejmie z kim dyskutować, spierać się na nieco poważniejszym poziomie niż żenujące kłótnie o drożyznę? Nie sądzę, nie widzę. Oczywiście, jak zwykle w parlamencie pojawi się grupa mniej znanych posłów, którym nie można odmówić fachowości, prowadzących mrówczą pracę w komisjach. I znowu: nie sposób odmówić im zalet, tylko że to raczej nie oni będą bić się z rządem na głównej trybunie.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.