Nie ma Kaczyńskiego bez „Solidarności”

31 sierpnia 2010

Kaczyński bez wyraźnego oparcia w jakiejkolwiek grupie społecznej będzie szukał sprzymierzeńców wśród najbardziej zagrożonych przemianami środowisk.

Buczenie, gwizdy i krzyki. Pierwszy raz od katastrofy 10 kwietnia dwaj czołowi politycy – Donald Tusk i Jarosław Kaczyński – znaleźli się w bezpośrednim zwarciu. Prezes PiS osłabiony po awanturach wokół krzyża próbował wczoraj odzyskać utraconą pozycję polityczną. Na partnera nowej ofensywy obrał związki zawodowe. Nie mniej sfrustrowane słabnącą pozycją w kraju.W 30 lat od powstania „Solidarność” silniejsza jest dziś mitem założycielskim demokratycznej Polski niż realnym wpływem na życie kraju. Kaczyński nie zaproponował recepty na odrodzenie związku ani na poprawę warunków pracy, ale dla działaczy ważniejsza mogła być jego pełna oskarżeń i teorii spiskowych retoryka. Coś, co pozwoli odwrócić uwagę i racjonalizować bezradność związkowców.

Komu pomogły gwizdy?

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.